Nasza wielka smuta

Chciałem coś napisać. Ale nie wiem co i jak. Ale komentarze się piętrzą, więc trzeba coś napisać. Zrobię więc krótki przegląd blogów, na które zaglądam (nie wszystkich).

Prof. Śliwerski od 4 postów znęca się nad książką habilitacyjną z pedagogiki. Oj autorka musiała zaleźć mu za skórę – chyba nigdy Naczelny Pedagog Kraju nie poświęcił aż czterech postów na zmasakrowanie książki. Zawsze sobie myślę, że autor bloga osiągnął poziom twardego dna w morzu żenady, a tu zawsze się okazuje, że nie. Że nadal muł i toniemy dalej.

Prof. Kulczycki od kiedy stał się jeszcze ważniejszy pisze bardzo mało. Blog osiągnął swój cel.

Prof. Stec zrobił krótki przegląd prezydencki. Przegląd ciekawy, choć jak sądzę, najprawdopodobniej nikt nie skorzystał z niego w akcie głosowania. Nawet sam Stec z niego nie skorzystał, ośmielę się twierdzić. Bo ani tam o mafii, ani o ośmiorniczkach, ani LGBT…I po co takie racjonalne przeglądy pisać? Polecam jednak.

Prof. Pluskiewicz, który dzielnie wspierał dzisiejszego zwycięzcę pięć lat temu, jakoś przycichł. Od czasu do czasu ktoś go pokąsa za to, ale on dzielnie się trzyma. Dziś go głównie interesuje jego uczelnia. Dobra zmiana?

Prof. Galasiński też jakoś trochę rzadziej pisze. Ostatnio napisał o języku i myśleniu. Jednym z powodów, dla których lubię czytać ten blog, są częste opowieści Profesora. Tym razem opowiada nam o swojej przeczuwającej jego cierpienie mamie i stawiającej karty ciotce.   Polecam również.

Prof. Cameron, której doskonały wręcz blog był tu  kilkukrotnie cytowany, napisała o tym, że kobiety giną w ‚isolated events’. Polecam wszystkim, którzy nadal uważają feministki za dopust boży!

Coraz częściej zaglądam na blog prof. Napiórkowskiego o Mitologiach współczesnych. Ostatni post jest o gwizdaniu na antyszczepionkowców. Zawsze mi czegoś tam brakuje, ale i tak jest fajny.

A teraz oddam się dalszemu smuceniu. Bo czas wielkiej smuty nastał. I proszę mi nie zarzucać politykowania, bo nie.