Nie, nie, nie!

W komentarzach pod poprzednimi postami, również w artykule prof. Steca, pojawiła się kwestia jawności recenzji, tym razem widziana z perspektywy habilitanta. Negatywne recenzje, szczególnie te bardzo negatywne, to wstyd ‚na całą Polskę’. Czy może więc warto recenzje utajnić? Jestem przeciwny, uważam, że jedną z głównych zalet obecnej procedury (jeśli nie jedyną, nawiasem mówiąc!) jest właśnie jawność recenzji. Uważam, że ewentualny wstyd habilitanta nie przeważa potrzeby wglądu w procedury awansowe. Oto dlaczego.

 

1. Uważam, że recenzja rzetelnie oceniająca dorobek, która konkluduje, że habilitant jest jeszcze niegotowy, że dorobek jeszcze nie osiągnął ‚punktu habiitacyjnego’ nie jest powodem do wstydu. Bez wątpienia każda negatywna recenzja jest (bardzo) nieprzyjemna (wiem coś o tym!) i każdy habilitant będzie ją przeżywał, szczególnie przy habilitacji zakończonej niepowodzeniem. Jednak moim zdaniem nie jest to powód do wstydu. Uważam też, że argument z ‚całej Polski’ jest przesadą.

 

2. Z kolei, tak jak napisałem we wcześniejszym poście, uważam, że za recenzję, która ‚miażdży’ dorobek habilitanta, która wskazuje na lata świetlne między tymże dorobkiem a wymogami habilitacyjnymi, odpowiada habilitant. Decyzja o wszczęciu postępowania habilitacyjnego jest jedną z najważniejszych decyzji, jakie podejmujemy w akademickim życiu zawodowym. Ktoś, kto podejmuje taką decyzję z dorobkiem ‚zerowym’, najprawdopodobniej nie powinien zostać tzw. samodzielnym pracownikiem naukowym. Mówiąc szczerze, wstyd takiego habilitanta nie interesuje mnie za bardzo.

 

3. Wreszcie nie powinno się zapominać, że te rzetelne recenzje habilitacyjne mają funkcję ‚dydaktyczną’ i jest to funkcja znacząca. One wyznaczają standardy habilitacji nie tylko w danej dyscyplinie, ale również w subdyscyplinach i przeróżnych konfiguracjach specjalności. To dzięki recenzjom rozumiemy, na co zwracają uwagę recenzenci, co trzeba ‚mieć’, by dostać stopień. Może gdyby habilitantka z jednego z poprzednich wpisów zadała sobie trud przeglądnięcia recenzji właśnie w swojej specjalności, nie doszłoby do tak ostrej oceny jej dorobku!

 

4. No i ten oczywisty argument. Tak, ja chcę mieć dostęp do nierzetelnych recenzji. Chcę móc pisać o recenzjach grzecznościowych i o recenzetnach, którzy je napisali. Tzw. ‚środowisko’ i nie potępia i najwyraźniej nie potępi dętych recenzji. Tylko publiczna dyskusja piętnująca te recenzje i ich autorów ma jakiekolwiek szanse na zmianę standardów rzetelności.