Not likes me self this

Ten autoreferat zaciekawił mnie, gdy zobaczyłem zadziwiająco prominentne miejsce przypisane certyfikatom uczestnictwa w konferencjach. Doktorat i certyfikat uczestnictwa w konferencji w jednej kategorii to dla mnie przesada, jednak dość szybko okazało się, że to nie udział w konferencjach jest najciekawszym elemenetem tego dokumentu.

 

Habilitantka pisze:

 

Main analytic context in cancer with a genetic predisposition is the family history of cancer.

 

Ze zdania wynika, ze ów rak ma bliżej nieokreślone predyspozycje genetyczne, a na dodatek historię rodzinną, a na dodatek siedzi w nim jakiś kontekst analityczny.

 

I właściwie to jest śmiesznie, tyle że mnie jednak nie do śmiechu. Poziom angielszczyzny w tym autoreferacie jest straszny. Fragmenty autoreferatu napisane są w języku, który trudno uznać za angielski. Habilitantka używa angielskich słów, czasem chyba dobranych losowo, korzystając z polskich zasad budowy zdań.

 

Powstaje w związku z tym pytanie: na ile język angielski w omawianym autorefereacie jest typowy dla autoreferatów w wersji angielskiej? Pomimo że CK nie zamieszcza wersji angielskich, stawiałbym jednak na to, że ten autoreferat jest typowy. Jestem dość pewny, że podobnie jak ja, znaczna część habilitantów uważa koniecznosć pisania autoreferatu za niepotrzebne utrudnienie życia, w zwiazku z tym traktuje zadanie po macoszemu. Wiedza, że wersja angielska nie będzie upubliczniona, jest dodatkową motywacją, by sie za bardzo nie starać. No i przy średniej czy słabej znajomości języka wychodzi właśnie tak, jak w zdaniu cytowanym wyżej. Tym bardziej zresztą dziwi, że habilitantka uznała za stosowne dać wszystkim do przeczytania to, co pisze po angielsku.

 

Niestety, to kolejne postepowanie habilitacyjne, które daje świadectwo… Mnie nie podoba się to świadectwo.