Nowe moce!

Właśnie zwrócono mi uwagę na to postępowanie. Otóż, jak się wydaje, Centralna Komisja uzyskała nowe i zaskakujące możliwości, a może i moce.  Mamy więc postępowanie, które zakończyło się dwa lata przed wnioskiem o jego wszczęcie. Nawet nie chcę myśleć o implikacjach tych nowych mocy!

 

Istnieje szansa, rzecz jasna, że to nie tyle moce, co po prostu chaos Centralnej Komisji, która nie poradziła sobie. Jak zwykle. A zatem mamy wniosek wszczynający jedno postępowane oraz recenzje z wcześniejszego. Wcześniejsze postępowanie zakończyło się niepowodzeniem – dorobek habilitantki nie był wystarczająco psychologiczny. Habilitantka przeniosła się więc do nauk o zdrowiu, gdzie wszczęła drugie postępowanie. Dla Centralnej Komisji to jednak za dużo.

 

To jednak, na co chcę zwrócić uwagę po raz kolejny, to ‚przynależność dyscyplinarna’. Nie rozumiem, dlaczego nie można by po prostu przeprowadzić jednego postępowania. Załóżmy bowiem, że rzeczywiście dorobek habilitantki, która jest psychologiem, nie mieści sie w psychologii (choć hasło Wikipedii na temat neuronauki wskazuje, że sprawy nie są oczywiste). Czemu by zatem nie dać recenzentów, którzy znają się na tym, co robi habiitantka i dać jej stopień. Wydawałoby się bowiem, że to, z czego jest ten stopień, powinno być wtórne. Załóżmy bowiem również, że dorobek habilitantki jest ‚habilitacyjny’, no to wszystko, co osiągnięto to to, że habilitantka straciła dwa lata. Warto było? Moim zdaniem nie.

 

I pomyśleć, że na świecie można sobie poradzić bez certyfikowanej przynależności dyscyplinarnej. Jak oni to robią? No ale, powiedzmy sobie wprost, gdyby nie przynależność, pedagodzy musieliby się pożegnać z logopedią. A do tego przecież dopuścić nie można.