O informatywności sufitu

We wpisie, w którym pogwizdywałem (Fiu, fiu, fiu) napisałem o formularzu ‚dorobkowym’. a to dlatego, że poza autoreferatem, który znów popchnę w tym tygodniu, czeka mnie ten nieszczęsny dokument, w którym muszę wyszczególnić cały swój dorobek, z dokładnym oznaczeniem swego wkładu w każdy tekst. Przeraża mnie to, mówiac szczerze. I to nie dlatego, że wymaga on szczególnie skomplikowanych informacji. Wręcz przeciwnie. Wymaga przede wszystkim durnego siedzenia i kopiowania mojego CV do nowego dokumentu i  zajmie mi to całe dnie. Na dodatek wymaga doskonałości w czytaniu sufitu, tudzież z fusów lub kart. Bowiem to właśnie z takich źródeł informacji będę brał wartości mego procentowego udziału w publikacjach.

 

Nie mam zielonego pojęcia, jak procentowo oddać wkład w ‚powstanie pracy’. Czy idzie o czas spędzony? Ale na badania czy na pisanie, na zbieranie literatury, na analizy? A może o pomysł, a może o dyskusje i ilość wygranych argumentacji?

 

Niech jednak  i bedzie tak, że da się sensownie ustalić wkład procentowy. To ja pytam: co za różnica, jaki procent stanowi mój wkład, do ciężkiej cholery!! Może te 10 procent było tym wkładem, który pozwolił na publikacje tekstu!! Czy naprawdę tak trudno to zrozumieć, że więcej wcale nie znaczy lepiej i na odwrót? Jednak  w sposób dla mie oczywisty należy podać jak najwyższe wartości! Czy wyobrażamy sobie habilitanta z jedynie 10-20 proc. wkładem w publikacje?

 

A na dodatek ta piramidalna strata czasu! Co za kompletny absurd!