O lepszym znacznym wpływie

Niedawny wątek na DNU podejmuje kwestię cyklu jednotematycznego. Podworkowy zwraca uwagę, że cykl prezentowany jest habilitanta jest tak ogólny, że nie można mówić o  jednotematyczności. I rzeczywiście, jednotematyczność publikacji habilitanta jest praktycznie na poziomie dyscyplinarnym – habilitant przedstawia pubikacje m.in. z polonistyki.

 

Mam trzy  komentarze. Po pierwsze, habilitacja ta pokazuje nonsens wymogu cyklu jednotematycznego. Uznaniowość jednotematyczności cyklu jest uderzająca – od recenzentów traktujących ją niezwykle rygorystycznie do tych, którzy, jak wypadku omawianej habilitacji, traktują ją z dużą nonszalancją. Ocena jednotematyczności cyklu jest kapitalnym źródłem niespójności recenzji, szczególnie gdy porównuje się różne postępowania. Po drugie, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wymóg jednotematyczności cyklu jest kapitalnym batem na habilitanta, który się recenzentowi z jakiegoś powodu nie podoba.

 

I wreszcie, nadal nie widzę intelektualnych powodów, dla których jednotematyczność powinna być wymogiem w ocenie dorobku habilitanta. Nadal uważam, że jakość artykułu nie wzrasta z powodu tego, że jest częścią cyklu artykułów na jakiś temat.  Jakość dorobku z kolei nie zmniejsza się przez to, że nie zawiera w sobie cykli jednotematycznych. Od habilitanta wymaga się, by miał znaczny wpływ na rozwój dyscypliny. Nie chcę mi się wierzyć w to, że ‚znaczny wpływ’ na podstawie cyklu jednotematycznego jest lepszy od znacznego wplywu na podstawie niezwiązanych z sobą artykułów. Czy naprawdę komuś by przeszkadzało, gdyby habilitant był wybitnym uczonym, który nie publikuje cyklicznie?