Ochroniarze

Postanowiłem parę słów napisać o ‚dbaniu o dyscyplinę’. Otóż tak, ja rzeczywiście myślę, że są recenzenci, którzy dbają o dyscyplinę. Ich recenzje wynikają z przekonania, że są badania i badacze, które nie pasują, bo dyscypplina ‚polega na czym innym’.

 

Problem w tym, że recenzenci nie są od dbania o dyscyplinę. Recenzenci mają ocenić dorobek, a nie myśleć o jakiejś hipostatycznej dyscyplinie, która wymaga dbania czy ochrony. Co więcej, uważam, że recenzent, nawet i z czystymi intencjalmi, dbający o dyscyplinę jest szkodnikiem nie rozumiejącym swego zadania. Recenzent to nie ochraniarz, a dobrymi intencjami to piekło jest wybrukowane.

 

Kiedy zaczynałem to wszystko, wydawało mi się, że rola recezenta jest oczywista i prosta. To ktoś, kto powinien mieć jakieś tam pojęcie o tym, co robi habilitant i ocenić to. Tylko tyle i aż tyle. Wydaje mi się niestety, że byłem w tym raczej  naiwny. Już tylko moje doświadczenia wskazują, że recenzenic biorą pod uwagę kontekst ‚dyscyplinarny’. Chronią i bronią dyscyplinę. Na przykład przed badaczami, którzy nie pasują do ich wyobrażenia o niej.

 

Być może i jestem naiwny, jednak nadal myślę, że ‚dyscyplina’ sobie poradzi. I to bez takich ‚przyjaciół’ jak recenzenci habilitacyjni.