Odpowiedzialność

Zadano mi pytanie o postępowania, które często przytaczam na blogu. Czy nie mam wyrzutów sumienia wobec piętnowanych recenzentów, a szczególnie habilitantów, którzy nagle stają się nie tyle sławnie, co sławetni? Przyznam szczerze, że niejednokrotnie o tym myślę. Za każdym razem wychodzi mi jednak, że ‚piętnująca’ rola tego bloga jest ważna i potrzebna. Inaczej też traktuję pisanie o recenzentach, a inaczej o całych postępowaniach.

 

Wynika to z tego, że nie mam żadnych skrupułów, gdy piszę o recenzentach i, prawdę powiedziawszy, chciałbym móc pisać więcej o nieuczciwych i dętych recenzjach. Uważam, że recenzentów piszących takie recenzje należy wytykać palcami i bardzo się cieszę, gdy blog ten staje się recenzenckim pręgierzem. To właśnie przez dęte recenzje nieustannie toczy się debata na temat istnienia habilitacji. Podobnie nie mam skrupułów, gdy piszę o plagiatorach i innych oszustach.

 

Czym innym jest pisanie o postępowaniach, autoreferatach, szczególnie o tych słabych, ale również o tych dobrych. Jak podejrzewam, niewielu z opisywanych habilitantów chciało się znaleźć w którymś z moich postów czy komentarzy pod nimi. Co więcej, często mam poczucie, że piszę o nich dlatego, bo zawiódł ‚system’. Kazali habilitantowi ‚robić habilitację’, no to robi, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Z kolei blog ten przejmuje role, które nigdy nie były przeze mnie zamierzone. Myślę jednak, że im więcej mówi się i pisze o tych koszmarkach habilitacyjnych, tym lepiej dla nauki.

 

Ale jest coś, co mnie utwierdza w moim przekonaniu. Otóż kilka, może kilkanaście razy usłyszałem o tym blogu od jego czytelników. Pytano mnie na przykład, czy czytam ten (tu z reguły pada jakiś pozytywny przymiotnik) blog o habilitacji. I czy widziałem, jak bloger napisał o tej czy innej habilitacji. Za każdym razem moi rozmówcy (nie zdając sobie sprawy z tego, że rozmawiają z autorem bloga) mówią o tym, że chcieliby znaleźć na blogu więcej postępowań i recenzji habilitacyjnych. Nigdy też nie słyszałem jeszcze negatywnych opinii (co z pewnością nie oznacza, że ich nie ma).

 

I to jest moja odpowiedź na pytanie, czy czuje ciężar odpowiedzialności. Tak, czuję. Ale to odpowiedzialość, której ja nigdy nie chciałem i która do mnie sama przyszła. A w następnym poście będzie o kolejnym postępowaniu.