Ornitologia

Oto moje trzy grosze w dyskusji na temat (sub)dyscyplin różniących się poprzeczkami i standardami oceny. Rozumiejąc stanowiska ‚jastrzębi’ (zaorać) i gołębi (‚zrozumieć i wesprzeć’) chciałbym zwrócić uwagę na etyczny wymiar tych dyskusji.

 

Otóż każdy, kto publikował w czołowych czasopismach dyscypliny, doskonale zna nie tylko poziom jakości wymagany w nich, ale również wysiłek wymagany, by ten poziom osiągnąć. To nie tylko umiejętność prowadzenia badań na najwyższym poziomie, ale również umiejętność wpisania się w to, czym żyje świat w danej dyscyplinie. Co więcej, każdy, kto osiągnął ten poziom, jest w stanie publikować w pismach na nizinach dyscyplinarnych bez najmniejszego wysiłku. Zestawianie więc habilitacji, nazwijmy je, ‚międzynarodwych’ i ‚lokalnych’ i twierdzenie, że to ten sam stopień naukowy, jest więc z gruntu nieetyczne. Co więcej, diametralnie różne oczekiwania wobec habilitantów w różnych dyscyplinach, a nawet specjalnościach, są niesprawiedliwe, podobnie jak niesprawiedliwe jest wymaganie od części habilitantów wysiłku, który innym habilitantom jest po prostu nieznany.

 

Nie proponuję przy tym zaorania dyscyplin, ani rewolucji. Zwracam jedynie uwagę, że w dyskusji na temat standardów habilitacyjnych zapomina się o etycznym wymiarze różnic w kryteriach oceny habilitanta.