Zrobić habilitację

Zanim podzielę się nie przeczytaną jeszcze ustawą, mała refleksja. Otóż zawsze byłem przeciwny 'robieniu habilitacji'. i choć zawsze chciałem 'zrobić doktorat', to po chwili zrozumiałem, że to nie o to idzie. Po chwili zrozumiałem, że mnie coś interesuje i że ja przede wszystkim chce się o tym czegoś dowiedzieć. A potem tym czymś podzielić z innymi. Dopiero na drugim miejscu jest 'robienie habilitacji'.

 

No i przez ileś tam lat robiłem badania, publikowałem ich wyniki, mając dużo przy tym radochy. Do dzisiaj zresztą pamiętam to niesamowite uczucie, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem swe nazwisko w druku. Drugi taki moment przyszedł, gdy zobaczyłem swe nazwisko w druku w międzynarodowym piśmie. Świadomość, że może mnie przeczytać tzw. cały świat, była niesamowita.

 

Jednak jestem również pracownikiem naukowym. i rzeczywistość jest taka, ze 'trzeba zrobić habilitację'. i to właśnie tak to należy ująć. Nie publikować, nie robić badania, ale właśnie zrobić habilitację. I trzeba, bo mogę zostać zwolniony, przeniesiony na stanowisko dydaktyczne, czego bardzo bym nie chciał. i niestety nagle z pracownika naukowego staję sie księgowym liczącym publikacje, quasi-prawnikiem wczytującym sie w ustawy i rozporządzenia. Wolałbym tego uniknąć.

 

I dla jasności,  jestem zwolennikiem habilitacji. Uważam, że w dzisiejszej poslkiej nauce zlikwidowanie jej byłoby dużym błędem. To nie znaczy jednak, że cała wręcz procedura, zabiegi, nieformalne dyskusje,  uprzejme zapytania nie mierżą mnie w stopniu wysokim.

Jestem po rozmowach

Jestem po rozmowach wstępnych. Dorobek wydrukowałem i pokazałem dwóm profesorom. Jeden profesor pełną gębą tytularny, znany i uznany międzynarodowo, drugi, to profesor podwórkowy oraz dziekan. Obaj nie mają watpliwości, że dorobek jest habilitacyjny i że nie powinno być problemów. nie powinno……a tylko nie powinno, bo: 

 

a. są problemy dyscyplinarne. Niestety siedzę na pograniczu dyscyplin, a to w naszej rzeczywistości naukowej jest raczej niemile widziane. na tyle niemile widziane, że MNiSW uznaje za stosowne wypisać, jakie (tak naprawdę, chciałoby się dodać) są obszary, dziedziny i dyscypliny naukowe. ja mam szczególnego pecha, bo siedzę okrakiem między dyscyplinami, które znajdują się w różnych dziedzinach. no po prostu straszne….nauka polska może sobie z tym po prostu nie poradzić. 

No cóż, nie mam raczej szans na wyprodukowanie nowego dorobku, a zatem pozostaje mi z tą strasznością żyć, rwąc włosy (z resztek) czupryny i zazdroszcząc kolegom z reszty świata, ktorych ministerstwa nie mają potrzeby mówic im, w jakich dyscyplinach można robić badania. Niestety problem mnie raczej martwi.

b. drugi problem, jaki zgłoszono, to to, że mój dorobek może być….za dobry. mam kilka artykułów w tzw. czasopismach prestiżowych, a to może nie być mile widziane przez recenzenta, który, szanse są, o takich artykułach może jedynie pomarzyć.  

 

Tym jednak chyba za bardzo się nie martwię. Nie martwię głównie dlatego, że nowa procedura habilitacyjna wprowadza jawność autoreferatu (dorobku) oraz recenzji. Mam jednak nadzieję, że to powstrzyma recenzentów przed pisaniem jawnych bzdur. 

 

Humor i optymizm mi jednak nieco opadły. Niby dobrze, ale jednak nie za dobrze. Okazuje się, ze ciężka praca i niezły (jak się wydaje dorobek), to jednak nie wszystko. co więcej, może się okazać, że za dużo, co jest dość absurdalne.

 

No nic, rozmowy wstępne przeprowadzone, teraz trzeba się zorientować dokładnie w kontekście. Jutro czytam ustawę. 

 

PS. si-kej dziękuję za życzenia. Nie umknęło mi to, że si-kej to CK. Mam jednak nadzieję, że bardziej prawdopodobne jest to, że napisał Clark Kent, a nie Centralna Komisja do spraw….między innymi habilitacji.