Patrzenie na ręce

Na blogu Doktrynalia  wpis na temat zbliżającego się procesu parametryzacji, temat nie do końca związany z habilitacją, ale i tak chcę go odnotować. Autor bloga ciekawie i, jak sądzę, celnie opisuje ramę prawną zbliżającej się parametryzacji. We wpisie uderzyła mnie jednak  jedna rzecz. Otóż jest on ufundowany na założeniu, że parametryzowanym jednostkom i pracownikom nie można zaufać i należy wypracować metody weryfikacji przekazywanej informacji. Właściwie to nie chcę się wypowiadać na temat zasadności braku zaufania, choć przykład Wydziału Prawa w Katowicach jest dość przekonujący, a sam potrafiłbym dać jeden czy dwa przykłady nieuczciwości ‚okołoparametryzacyjnej’.

 

Obraz nauki, który rysuje autor bloga, jest wręcz żałosny. To obraz typu ‚Polak potrafi’, a przepisy są po to, by je omijać. Z jednej strony, pewnie trudno się dziwić – nie ma powodu myśleć, że jesteśmy inni niż ludzie, wśród których żyjemy. Z drugiej strony, myślę, że wyraźnie obecny jest wśród nas obraz nauki jako elitarnej, nas na różne sposoby lepszych od innych grup zawodowych. Przynajmniej według autora Doktrynalii nie jesteśmy – wykorzystamy każdy sposób na to, by ‚przekręcić’. I trzeba nam patrzeć na ręce.

 

To, co jednak jest najbardziej żałosne w obrazie, który wyłania się z bloga, to to, że autor widzi ‚przekręt’ nie tylko na poziomie pracownika, ale przede wszystkim na poziomie wydziału, na poziomie instytucji! A wydawałoby się przecież, że to instytucja jest ‚gwarantem’ prawdziwości przekazywanej informacji. Jeśli rzeczywiście nie możemy ufać wydziałom (a skłaniam się ku zgodzie z autorem Doktrynalii), to to już przestaje być żałosne, to już jest tylko przerażające.