Plotek habilitacyjny

Poczta zaćwierkała  i przyniosła list, który omawiam/cytuję in extenso. Mój korespondent pisze o postępowaniu, w którym  habilitantka miała 3 pozytywne recenzje oraz pozytywną rekomendację komisji habilitacyjej. Jednak na posiedzeniu rady wydziału zabrała głos osoba z jej instytutu i przekonała radę, że dorobek nie nadaje się na habilitację, a recenzje są z gatunku „negatywna recenzja z pozytywną konkluzją”.  Przy okazji w dyskusji ujawniono, że instytutowa profesura odradzała składanie wniosku pomimo tego, że zegar habilitacyjny bił dla habilitantki w sposób nieubłagany i dwucyfrowy.

 

Mój korespondent pisze, że większość członków rady była kompletnie zaskoczona przebiegiem obrad i wstrzymała się od głosu, bo tylko „pobieżnie zapoznała się z dokumentacją”. Podejrzewam, że nie pamiętali, że głos wstrzymujący się jest de facto głosem przeciw. Kilkudziesięcioosobowe rady wydziału nie mają kompetencji do procedowania postępowań administracyjnych, dodaje mój korespondent. O wyniku często decyduje chwilowe wrażenie, układ gwiazd, psychologia, przypadek.

 

Mój korespondent zwraca uwagę na kilka dodatkowych problemów. Po pierwsze, nadanie habilitantom wyłącznego prawa do uruchomienia procedury habilitacyjnej wcale nie uchroniło ich przed lokalną profesurą (GTW). Z drugiej strony, po drugie, pisze o  niedawnym wpisie prof. Śliwerskiego o kosztach przewodu i (rzekomej lub prawdziwej) „pladze” wniosków o umarzanie postępowania oraz wycofywaniu  wniosków po uzyskaniu recenzji nierokujących na sukces.

 

Najważniejszym problemem, który porusza mój korespodent, jest jednak według mnie to, czy podczas obrad RW można oceniać habilitantkę na podstawie nieujawnionych publicznie informacji znanych tylko „wtajemniczonym”, czy też należy trzymać się wyłącznie dokumentacji. Pisałem już kilkukrotnie o tym. Moim zdaniem, oceniamy jedynie dokumentację. Rozumiem chęć potwierdzenia wiarygodności dokumentacji, jednak plotki i ploteczki powinny być ściśle eliminowane z dyskusji!

 

I na koniec komentarz. Od iluś miesięcy tzw. środowisko, a przynajmniej jego część, protestuje przeciwko proponowanym zmianom w ustawie o nauce. Krzyczymy między innymi o tym, że prace nad ustawą ignorują nasze głosy. Ale jak nie ignorować głosów ludzi, którzy są po prostu niepoważni?! Habilitacja to kluczowy moment w karierze każdego z nas, jak więc można „pobieżnie zapoznać się” z dokumentacją postępowania, które być może decyduje o karierze naszych kolegów czy koleżanek? Jak można tak pokpić całą sprawę? 

 

I tak to coraz bardziej mam wrażenie, że jako środowisko jesteśmy po prostu niepoważni. Może czas nas zaorać?