PMS?

Oto „superrecenzja” w sprawie dyskutowanej już habilitacji z pedagogiki/logopedii. Nie potrafię się wypowiedzieć na tematy merytoryczne – nie mam zdania. Być może recenzent ma rację, być może nie ma. Jednak szlag mnie trafia, gdy tego typu opinia zawiera fragmenty, które moim zdaniem, są obraźliwe i mogą być uznane za zastraszanie. 

 

Wstyd mi, gdy czytam zarzuty o języku pseudoformalnym czy pseudologicznym. Chciałbym przeczytać jakieś przykłady tego pseudologicznego języka, niestety, autor superrecenzji nie dzieli się nimi z czytelnikiem. Które z zarzutów habilitantki są ‚kompletnie nieuzasadnione’? Trudno moim zdaniem nie oczekiwać od recenzenta uzasadnienia tak poważnych zarzutów.

 

Jednak jasny szlag mnie trafił, gdy przeczytałem o tupecie habilitantki! Co to w ogóle za argument, do ciężkiej cholery?! Zabrakło argumentów recenzetnowi? Czy może chce przedstawić habilitantkę jako tupeciarę, histeryczkę? Aż trudno nie widzieć tego, że recenzję napisał mężczyzna, a pisze o kobiecie. Aż czekałem na ‚argument’, że habilitantka pisała odwołanie w ‚trudnym czasie miesiąca’.

 

I wreszcie dochodzimy do tego, co ja widzę jako straszenie. Moim zdaniem do recenzenta nie należy stwierdzanie, że słowa habilitantki

 

„naruszają dobro publiczne (powaga unwersytetu) oraz dobro indywidualne recenzentów i innych członków Komisji habilitacyjnej”

 

W jakim celu pisze to recenzent? Jeśli rzeczywiście tak uważa, to niech się kontaktuje z prokuraturą czy z prawnikiem, a nie grozi palcem. Trudno też pominąć implicytny donos na habilitantkę do jej pracodawcy, którego dobro miało zostać naruszone. Habilitantka powinna się teraz przestraszyć i szybciutko odwołać to, co napisała i przeprosić państwa profesorów?

 

Jestem zażenowany tą recenzją. To już drugi profesor tupie nogą, grozi palcem i krzyczy na habilitantkę. Ten jeszcze naskarżył do pracodawcy. Wstyd umarł.