Po prostu dorobek

Jedna z habilitantek w naukach fizycznych wyznaczyła jako swe osiągnięcie (po staremu: rozprawę) jeden (tak, tak JEDEN) artykuł! Co prawda, brakuje temu artykułowi znacznie do mojego ideału jednostronicowego tekstu Cricka i Watsona, bowiem rzeczony tekst ma 62 strony, jednak jest to nadal jeden artykuł. Cieszę się, że tak się stało – kandydatka przełamała konwencję. Choć z serwowanymi nam kryteriami można z nimi żyć, wyobrażam sobie, że jakaś część habilitantów będzie publikowała dlatego, by spełnić kryteria. Nie ma to większego sensu, choć, tak, w skali problemów świata cykl monotematyczny czy książka habilitacyjna nie są kolejnymi plagami egipskimi. Tak, problem w tym raczej, żeby te kryteria oceny były rzetelnie stosowane wobec wszystkich.

 

Jednak mi się marzy habilitacja, w której mogliby być recenzentami ludzie ze świata. Pomijając kwestie językowe (autoreferaty i publikacje po angielsku coraz bardziej umożliwiają umiędzynarodowienie), jak tu jednak wyjaśnić takiemu etranżerowi, że MUSI być rozprawa, albo cykl monotematyczny, jak wyjaśnić, co to jest cykl i ile tekstów nań sie składa, czym dokładnie jest monotematyczność. O prawidłowości rozwoju nie wspomnę, bo nasz obcokrajowiec padnie trupem. Ze śmiechu!

 

Wolałbym zwykłą ocenę dorobku, tak jak sobie radzą z tym na całym świecie, bez ministerstw mówiących, co dokładnie należy ocenić i jak. Chciałbym móc mieć poczucie, że recenzja habilitacyjna nawiązuje (podkreślam: nawiązuje) do recenzji, które piszą Brytyjczycy oceniający dorobek kandydata na stanowisko Readera, czy Amerykanie na stanowisko Associate Professor.

 

Może kiedyś…..