Podsumowanie 1 – robię habilitację

Po trudnym i zabieganym tygodniu wreszcie siadam do postów podsumowujących. Dzisiaj najbardziej ogólnie. Otóż kiedy sobie pomyślałem, że ‚zrobię habilitację’, to pomyślałem o tym, że wreszcie doszedłem do momentu, który jest dla mnie ważny. Ja chcę robić karierę naukową, a habilitacja w Polsce jest nieodzowną częścią tejże kariery. I właściwie w tym momencie skończyła się przyjemna część tego osiągnięcia. Zaczęło się ‚robienie habilitacji’.

 

Już po chwili zastanowienia przychodzi uderzenie w ścianę – okazuje się, że to, co robisz, nie do końca pasuje do podziałów dyscyplinarnych ustalonych przez najmądrzejszych tego świata. To jest chyba najtrudniejszy element tego procesu. Potem już jest tylko gorzej, ale można zacząć wzruszać ramionami. Bo nie dość, że trzeba zacząć udawać, to na dodatek trzeba udawać wg schematów wymyślonych przez jeszcze mądrzejszych tego świata. I co a różnica, co ja chcę napisać….A autoreferat po angielsku to już tylko wisienka na ciasteczku….

 

To, co jest kluczowe dla mnie w tym okresie, to to, że ja ‚robiłem habilitację’. Ja nie pokazywałem ‚osiągnięcia’, nie pokazywałem dorobku. Ja dostosowywałem się do formularzy wymyślonych przez Centralną Komisję, usiłując zgadnąć na dodatek, czego mogą chcieć ode mnie recenzenci, biorąc pod uwagę, jak ‚się pisze’ autoreferaty.

 

CDN