Podziały

Zanim zacznę podsumowania, chcę odpowiedzieć na pytanie spryciurki, która zapytała mnie, czy coś bym zmienił w ujęciu tematu. Rozumiem to jako pytanie o to, czy nie lepiej byłoby zrobić coś, co nie napotka problemów. Zanim odpowiem, zastrzegam się, że odpowiadam z punktu widzenia kogoś, komu się udało. Jak bym odpowiedział, gdybym poległ, nie wiem.

 

Odpowiedź, jak się można pewnie spodziewać, jest negatywna. Czy zmieniłbym? Nie, nie zmieniłbym!  Nadal uważam, że napisałem rzeczy ciekawe, z ciekawym ujęciem tematów. Nie, nie zmieniłbym tego. Mówiąc pryncypialnie: uważam, że ja mam prawo robić naukę, jak mi się podoba. I jeśli ona jest akceptowana przez ‚srodowisko międzynardowe’, a zatem przez recenzentów, to kwestionowanie tego w czasie postępowania habilitacyjnego, nie ma najmniejszego sensu.

 

Według mnie to kwestia absolutnie podstawowa. Recenzenci nie są od tego, żeby wyznaczać granice dyscyplin. Warto sobie to powtórzyć – podział na dziedziny i dyscypliny (jak to już chyba napisał dala.tata) jest opisem tego, co robią uczeni. Z dyskrypcji my w Polsce zrobiliśmy preskrypcję, a to jest kompletne pomieszanie z poplątaniem. Nie ja się mam wpasowywać w ministerialny podział. Powinno być dokładnie odwrotnie – jeśli podział nie obejmuje moich badań, to znaczy, że trzeba zmienić podział! Wydawałoby mi się, że profesorowie powinni takie rzeczy wiedzieć.