Profesorskie mimozy

Znajduję kolejne postępowania z wykluczającymi się recenzjami. Ostatnio, postępowanie w naukach humanistycznych, zakończone niepowodzeniem, dwie recenzje pozytywne, jedna negatywna. O niespójnych recenzjach już nie raz pisałem, interesuje mnie jednak również coś innego. Zastanawiam się nad dyskusjami w komisji habilitacyjnej, które pozwalają na to, że przeważa ta jedna negatywna  recenzja.

 

Bardzo chciałbym zobaczyć zapis takiej rozmowy. Jakiś czas temu pisałem o postępowaniu, w którym znany polski socjolog systematycznie i dokumentnie zmiażdżył dorobek habilitanta. A to przy jednej recenzji wręcz entuzjastycznej. Zastanawiam się, jak to wygląda na spotkaniu. Co mówią ci pozytywni recenzenci? Wycofują się? Tłumaczą, że im się wydawało, że skupili się na czym innym? A może przyjęli rolę adwokata diabła?

 

Profesorskie ego to kwiat delikatny, kwiat, przy którym mimoza wymięka w przedbiegach. Nie można przecież tak przywalić profesorowi wprost. Nikt nie powie recenzentowi habilitacyjnemu: aleś Pan bzdury napisał! Pani nie wie, co pisze. A zatem co? „Doskonale rozumiem stanowisko Pani Profesor, jednak wydaje mi sie, że zbyt duży nacisk położyła Pani na omawiany aspekt dorobku habilitanta”. „Wydaje mi się, że Pan profesor okazał życzliwość, która znana jest w kraju i daleko poza jego granicami, tym razem Pańskie gołębie serce….”

 

Gdzie kończy się ego, a zaczyna nauka?