Przeczucia recenzenta

Złośliwości ciąg dalszy. Pod jednym z ostatnich wpisów pedagog-bloger pisze o recenzentach tak:

 

Recenzje w postępowaniach naukowych są eksperckie i nikt nie może pozbawić profesorów ich prawa do wyrażania własnych opinii, a te przecież są zakorzenione w nauce.

 

I niby nic w tym złego, jednak profesor pisze o recenzencie jako o półbogu, który sobie wyraża swoje opinie i nikomu nic do tego. A po lekturze wielu recenzji, powiedziałbym, że wielu recenzentom należy pilnie odebrać prawo do wyrażania swych opinii w postępowaniach habilitacyjnych. Powiedziałbym też, że zadaniem recenzenta nie jest wyrażanie ‚własnych opinii’, ale racjonalna i uargumetowana ocena dorobku. Chciałbym też, by nie były to tylko ‚własne’ opinie, ale ocena doświadczonego badacza, która jest (mniej więcej) spójna z ocenami innych przedstawicieli nauki.

 

Tak, profesor pisze, że te opinie są zakorzenione w nauce, ale mam wrażenie, że to wręcz łaskawość recenzecka, że nie opierają swych opinii na snach, marzeniach.