Pukanie od dołu

Pod poprzednim wpisem trwa dyskusja na temat wypowiedzi profesora prawa w Oksfordzie. Miałem nieszczęście usłyszeć tę wypowiedź i uważam ją za żenującą. Ja jednak chciałbym powiedzieć kilka słów na temat odwołanej obrony doktoratu, którego promotorem jest rzeczony profesor prawa. I powiem wprost: uważam ‚bojkot’ tej obrony za skandal, jakich mało. Jest poniżej krytyki.

 

Czy naprawdę oburzający się profesorowie nie zastanowili się nad tym, że jedyną ofiarą ich działań jest doktorant, a nie profesor? Przecież ten drugi prawdopodobnie nie poświęcił bojkotowi połówki myśli. Czy nie przyszło im do głowy, z jakim brakim szacunku podchodzą do prawdopodobnie kilkuletniej pracy nad dysertacją doktoranta? Z jaką dezynwolturą traktują zarówno procedury jak i samego Bogu ducha winnego magistra?

 

Nawet nie chcę się zastanawiać na emocjonalnym wymiarem całej tej niesłychanej afery. Wielotygodniowe oczekiwanie na obronę, przygotowywanie się do niej zakończone telefonem, że obrona się nie odbędzie, bo nie. Bo państwo profesorostwo stwierdziło, że się oburzy. Wypowiedź w Oksfordzie jest żenująca, jednak to na myśl o odwołaniu obrony doktoratu w prosteście przeciwko niej mdli mnie znacznie bardziej.

 

Zawsze gdy mam wrażenie, że wstyd nie dość, że umarł, to pochowano go jeszcze głębiej, że polska nauka doszła do dna, gorzej być nie może, słyszę pukanie od dołu. Tym razem zapukali profesorowie z UMK. Gratulacje.