Racje

Dyskusja pod cytowanym poprzednio wpisie prof. Śliwerskiego trwa. Właśnie napisał to:

 

Mòj blog dotyczy pedagogiki. W humanistyce i naukach społecznych nie spotkałem magistra, którego kompetencje wskazywałyby na potrzebę powołania go/jej na recenzenta. Z niektórych doktorów bym skorzystał, tyle że nie są samodzielnymi pracownikami naukowymi.

 

Nie chce mi się komentować kwestii magistrów, bo chcę zwrócić uwagę na absurdalność ostatniego zdania. Nieważne są kompetencje, ważny jest kwit (pardon: dyplom). Ale to chyba tylko w polskiej pedagogice, Panie Profesorze! Samochód też Pan da do naprawy temu, kto ma kwit czy może temu, kto potrafi naprawić Pana auto? Wiem, mechanik to nie pedagog, na tym się trzeba znać!

 

Upieranie się przy tych ‚samodzielnych’ to całkowicie idiotyczny wymóg certyfikacji, niemający żadnego uzasadnienia w znanej mi rzeczywistości. Podejrzewam jednak, że przepływ opnii w pedagogice można by zilustrować następującą hierarchią racji.

1. Magistra nie pytamy o zdanie, bo i po co?

2. Doktor może mieć rację, ale ona się nie liczy, bo doktor nie ma certyfikatu na tę rację.

3. Dr hab. już może mieć rację, ona się też liczy, bo zabezpieczony jest kwit.

4. Profesor jednak ma większą rację, bo ma lepszy certyfikat dostępu do racji.

5. Profesor Śliwerski ma największą rację, bo nie dość, że ma certyfikat, jest członkiem CK, to na dodatek ma bloga.

 

Postanowiłem dzisiaj wprowadzić nowy tag do bloga: ‚pedagogika’. Tag ‚nauka polska’ jednak nie opisuje tego szczególnego ze światów równoległych.