Ręce opadają

Ostatnio dostałem dwa maile na temat habilitacji. Dzisiaj przekazuję treść pierwszego z nich,  o habilitacji nadanej. Dwie negatywne recenzje zawierały poważne zarzuty o plagiat. Habilitacja jednak przeszła (reszta komisji habilitacjyjnej, jak i rada wydziału, głosowała za nadaniem stopnia). Najciekawsze jednak były argumenty za nadaniem stopnia.

 

Nadajemy stopień, bo jesteśmy humanitarni, wszak nienadanie stopnia może spowodować utratę pracy. Nie można też podcinać skrzydeł! Habilitantka, która pracuje sama, nigdy nie miała okazji dowiedzieć się, jak się uprawia naukę. Jak pisać publikacje, jak unikać podejrzeń o plagiat – nie poznała odpowiedzi na te trudne pytania. Czy powinniśmy ją za to karać, skoro dzięki tym negatywnym recenzjom mogła się wiele nauczyć?

 

I tak to przeszła habilitacja z plagiatem, co do którego nikt najwyraźniej nie miał wątpliwości. Komisja i rada nie zadała sobie pytania, jak ta habilitantka  ma uczyć uprawiania nauki swoich podopiecznych. Na czym będzie polegać ‚samodzielność’ naukowa świeżo upieczonej pani profesor?