Schodzenie na ziemię

Zmieniło mi się. Gdy podjąłem decyzję o habilitacji, widziałem wszystko może nie w różowych kolorach, ale raczej dość optymistycznie. Tak, może być ciężko, ale mam przecież naprawdę niezły dorobek międzynarodowy. I sensowni recenzenci docenią go. Mój optymizm szybko się skończył. Nie tylko dlatego, że nikt w pracy się nie zachywca. To jest normalne. Moje schodzenie na ziemię zaczęło się, gdy zacząłem czytać najpierw ustawę, potem rozporządzenie, a potem przyszła prawdziwa katastrofa. Zacząłem czytać autoreferaty i to najgoersze: recenzje.

 

Nagle miałem poczucie, że uderzyłem w ścianę. Okazuje, że te wyszydzane autoreferaty dokładnie odpowiadają na praktyki recenzenckie. Że recenzenci piszą recenzje nie mające wiele związku z tym, czego oczekuje od nich ustawa. Że autoreferat, który wyraźnie pokazuje wkład dorobku habilitantki w dyscyplinę, jest autorstwa osoby, której już dwa razy uwalono habilitację. I szczerze powiedziawszy, ja nie wiem, co się dzieje i co z tym zrobić. Ja mogę polec w uczciwym procesie recenzyjnym, ale nie chcę polec dlatego, że wychodzę na kogoś, kto nie umie napisać autoreferatu. To nie ma sensu. I tak z procesu, w którym mam zostać oceniony jako badacz, naukowiec, zrobił się proces, w którym dopasowuję się do tego, czego oczekują ode mnie recenzenci. A ja usiłuję zgadnąć, jakie będzie ich widzimisię.

 

Czekałem na nową procedurę habilitacyjną. Wydawała mi się znacznie sensowniejsza. Ot, proces oceniania dorobku. Okazuje się, że tak nie jest. Jest procedura, w której recenzenci niespecjalnie oceniają dorobek, woląc zagłebiać się w zakamarki procedur badawczych, odpowiadając na pytania, czy im się te procedury na pewno podobają, przy okazji wnioskując o dopuszczenie do dalszych etapów….

 

Czy podchodzę do tego za poważnie? Myślę, że nie. To są ważne sprawy. Nie wierzę w habilitanta, który nie inwestuje w proces wiele wysiłku, energii, emocji. Ja po prostu chciałbym wiedzieć, czego się ode mnie oczekuje. Chciałbym spójności przekazu. Na razie bowiem jest głównie frustracja i niepewność. i to nie jest niepewność wobec oceny. To jest niepewność co do całego procesu. Najśmieszniejsze jest to, że ja nadal jestem dość pewny swego dorobku, ta pewność znika jednak, gdy zaczynam myśleć o habilitacji.

 

Oj zszedłem na ziemię. A jeszcze nie zacząłęm pisać autoreferatu…..