Self-referat???

Brak czasu. Trochę na własne życzenie – pworót do pracy pełną parą po lenstiwach wakacyjnych jest trudny – nie zmienia to jednak tego, że od paru dni nie zająłem się habilitacją. Przyszło mi jednak ostatnio do głowy pytanie. Otóż widziałem od czasu, gdy zaglądam systematycznie na strony CK, (chyba!) kilka autoreferatów napisanych również po angielsku. Co prawda nie przypominam sobie przepisu nakazującego mi pisanie autoreferatu w języku innym niż polski, ale przynajmniej kilkoro habilitantów uznało, że tak trzeba. No i zacząłem się zastanawiać, czy ja też muszę. Najpierw optymistycznie stwierdziłem, że jest dobrze, bo po angielsku daję radę, ale po chwili ogarnął mnie strach. Jak jest ‚autoreferat’ po angielsku? Za cholerę nie wiem. Myślę, myślę i nie wymyśliłem nic.

 

Pocieszam się jednak, że przytłaczająca większość habilitantów nie zamieszcza wersji po angielsku, więc ja też tego nie zrobię, ale naszła mnie refleksja: po jaką cholerę pisać autoreferat po angielsku? Jaka jest szansa, że ów autoreferat zostanie wysłany do zagranicznego recenzenta? Pewnie są jakieś takie przypadki w filologiach obcych, ale podejrzewam, że to te wyjątki potwierdzające regułę? Zaczynam się śmiać, gdy widzę próby wyjaśnienia recenzentowi w Wielkeij Brytanii, że ma ustalić, czy dorobek habilitanta (po angielsku: hebilitent) ma ‚significant contribution to the development of the discipline’. Ale może ‚a development’, ktoś zapyta! Oczywiście, że nie: nie może być jakiś byle jaki,  ‚a development’, musi być ten właściwy: ‚ the development’. A może po prostu ‚development’? I już człek chce krzyknąć: zejdź z tego płota!!

 

I kończę ten wpis wstrząsany rechotem na myśl o rechocie recenzenta, ciesząc się przy tym, że ja nie napiszę mojego ‚self-referatu’.