Spółdzielnia

Ostatni krótki wątek na temat autoreferatu na forum zachęcił mnie do refleksji nad moim własnym autoreferatem. Siedziałem nad nim i siedziałem, wielokrotnie go przerabiałem, głównie skracając. Uważam nadal, że wyszło nieźle, był zwięzły, omawiał krótko wyniki najważniejszych badań, pokazywał również moją ‚drogę badawczą’, układając ją w główne grupy problemowe/tematyczne. Skupiałem sie na tym, co nowe, co wg mnie ciekawe, na ‚wkładzie’. Troche sie pewnie za bardzo przejmowałem, ale kto wie….

 

Przez jakiś czas nie byłem na stronach Centralnej Komisji, dziś zaglądnąłem, otworzyłem nowy autoreferat, a tu elaborat na ponad 20, po kolei omawiający poszczególne publikacje. Taki autoreferat nie pokazuje ‚sylwetki’ badacza. Habilitant nie pisze, czym sie zajmuje, nie pokazuje problemów badawczych, zamiast tego po kolei pisze króciutkie abstrakty swych publikacji. 

 

Wydaje mi się zresztą, że to takie autoreferaty dominują, nie tylko zreszta w humanistyce. Tak, jakby autor chciał ułatwić recenzentom zadanie i przygotował serię gotowców, które można skopiować i wkleić do recenzji. Nawet ci, co czytaja nie muszą juz czytać – habilitant pisze za nich. I tak to w powstaje spółdzielnia symbioza habilitancko-recenzencka.

 

Nawiasem mówiąc, dzisiaj znalazłem też autoreferat na 45 stron (na oko, na półtora interlinii), to chyba rekord. Uzupełniam: właśnie natrafiłem na autoreferat liczący ponad 50 stron.