Społeczny konsensus habilitacyjny

Nadal przeglądam przeróżne postępowania, chyba narodziło mi się nowe hobby. Czytam choćby dlatego, żeby mieć zdanie o poziomie, ale również jako potencjalny recenzent. I potrafię wskazać przynajmniej kilka habilitacji, które według mnie nigdy nie powinny były przejść – komentarze recenzentów są zupełnie od czapy. Z drugiej strony, w habilitacjach, na których się znam, nie znalazłem jeszcze żadnej, która powinna była przejść, a nie przeszła.

 

I tak zacząłem się zastanawiać sie, czy to tylko moje odczucia. Co by było, gdyby postępowania ‚zrecenzować’ na forum czy w komentarzach do blogu, ile habilitacji osiągnęłoby ‚społeczny konsensus habilitacyjny’? Ile habilitantacji by się ostało, gdyby z procesu recenzyjnego wyłączyć, nazwijmy to, politykę recenzyjną, nieuczciwych czy dziko optymistycznych recenzentów. Na przykład, opowiadał mi jakiś czas temu znajomy, który recenzował habilitację w starym trybie w naukach społecznych. No i, mówił, że był dość pewny, że na tle innych to jest habilitacja (dorobek bardzo dobry), ale książka była słaba. Gdyby recenzować książkę, napisałby recenzję negatywną, on jednak recenzował podług ‚recenzenckiego poczucia habilitacji’, recenzja była pozytywna i wszystko się dobrze zakończyło.

 

Zastanawiam się zatem, co by było, gdybyśmy wyrzucili te wszystkie ‚poczucia’, ‚widzenia’ i skupili się tylko na ocenie dorobku i starali się go ocenić ‚obiektywnie’, anonimowo, bez presji, bez nacisków i ‚kontekstów’ oraz stosując kryteria zawarte w rozporządzeniu. Ile habilitacji by zostało?