Stylistyka

Ostatnie dyskusje na tym blogu jeszcze wyraźniej pokazały, że recenzowanie nie jest jednorodne i ma różne, jak to chyba powiedział jeden z dyskutantów, style. Upraszczając, jeden styl to ocena każdej publikacji, drugi to ocena dorobku. Co więcej, owe style recenzowania nie dotyczą różnych dyscyplin, recenzenci stosują je w ramach jednej dyscypliny.

 

Problem, który się wyłania, to nie tylko spór, który ze stylów stosować, to również konsekwencje takiego wyboru dla habilitantów. Po pierwsze, istnienie takiego wyboru to niepewność, jak habilitant będzie oceniany, nieznajomość reguł gry. Habilitant nie wie, do jakiego recenzenta trafi. Po drugie, byc może ważniejsze, wybór ‚stylu recenzowania’ może nie tylko wpływać na konkluzję recenzji, ale również, co ważniejsze, na wynik całego postępowania.

 

Czytający prowadzone na tym blogu dyskusje habilitant, który poszukuje wskazówek, co się liczy w postępowaniu habilitacyjnym, musi zwyczajnie zgłupieć. I dotyczy to zarówno tych z dorobkiem w najlepszych czasopismach, jak i tych bez niego. Ci pierwsi mogą się zacząć zastanawiać, czy recenzentowi spodobają się poszczególne publikacje – każdą publikację można podważyć, nie ma publikacji doskonałej. Ci drudzy mogą się obawiać, że ‚obiektywna’ jakość ich artykułu nie ma znaczenia, bo artykuł został opublikowany w zakładowym biuletynie.

 

Nie mam propozycji, jak rozwiązać ten problem. Mogę jedynie skończyć kolejnym apelem. Habilitant powinien wiedzieć, jak się go będzie oceniać!