Suwerenne widzimisię

Ostatnia kwestia, która przyszła mi do głowy w związku z habilitacją z matematyki, to klarowność kryteriów oceny habilitanta. Otóż pomimo tego, że wielu habilitantów z pewnością ma bardzo nierealistyczny obraz swojego dorobku (kończy się to zazwyczaj niepowodzeniem), to jednak dwie pozytywne recenzje wskazują, że habilitant z matematyki całkiem nieźle ocenił swoje szanse. Podobnie jest w wypadku niedawno omawianej habilitacji z psychologii, która co prawda zakończona została pomyślnie, mogła się jednak tak nie zakończyć. Z jednej strony mieliśmy niezwykle  pozytywną recenzję, z drugiej recenzję negatywną, a wszystko przy dorobku (bibliometrycznie przynajmniej) chyba większym niż dorobek całej trójki recenzentów.

 

Oba te przypadki wskazują moim zdaniem, jak rozmyte i nieklarowne są kryteria oceny habilitanta. Oczywiście rozumiem, że ostateczna decyzja oceny dorobku musi należec do recenzenta, jednak habilitant powinien móc ‚wiedzieć, gdzie jest’, innymi słowy, realistycznie ocenić swoje szanse na awans. Choćby po to, żeby stwierdzić, że to jeszcze nie ten czas. Te dwie wspomniane habilitacje (potrafię wymienić inne) wskazują, że jest to dzisiaj przynajmniej bardzo trudne.

 

Niejednokrotnie pisałem o znacznym rozrzucie jakościowym między postępowaniami czy o widzimisię recenzentów. Sprowadza się to, jak mi się wydaje, do tego, że kryterium ‚znacznego wkładu w rozwój dycypliny’ jest albo niedostępne dla przytłaczającej większości habilitantów, albo czysto uznaniowe. Pratyka habilitacyjna wskazuje, że idzie o to drugie. Powstaje więc pytanie – co z tym zrobić? Biorąc pod uwagę, że jest rozporządzenie, które wyłuszcza kryteria oeny w postępowaniach habilitacyjnych i które jest powszechnie ignorowane, niestety, nie da się zrobić wiele. Szczególnie, że w ocenie recenztów dominują głosy takie, jak w niedanym wpisie profesora pedagogiki, który znów broni prawa recenzentów do pisania bzdur. Znaczy się, do suwerenności opinii recenzenta, rzecz jasna.