Szacunek, Panie Profesorze

Kilka dni temu rozmawiałem na temat zmian w ocenie habilitantów. Wszak pomimo częstych wpadek, w wielu dyscyplinach zaczęto zarówno publikować w dobrych międzynarodowych czasopismach, jak i doceniać to w dorobku habilitantów. Coraz częściej widać ‚rodzynki’ w postępowaniach habilitacyjnych oparte na dorobku, który byłby uznawany poza nauką polską. Zmiany te jednak niestey nie dotyczą za często dorobku profesorskiego, o czym zresztą była tu już nie raz mowa. Dorobek niejednego profesora w ciągu ostatnich kilkunastu lat z wybitnego stał się w najlepszym razie przeciętny.

 

Znam pewnego profesora, jest blisko emerytury, zakończył już praktycznie działaność badawczą, praktycznie nie publikuje już. Bardzo go szanuję, uwielbiam z nim rozmawiać, to osoba o zaskakująco czasem szerokiej wiedzy, cudownym dowcipie i (dość) dużej otwartości. Ale jego dorobek jest lokalny. Profesor nigdy nie przeszedł ‚prawdziwego’ (cudzysłów z sympatii dla Pana podworkowego) procesu recenzyjnego. Nigdy tego już się nie dowiem, jednak jestem pewny, że jego było stać na to, by pisać do najlepszych pism w swojej dyscyplinie. Ale angielski wystarczał jedynie na czytanie – profesor jest na bieżąco ze swą działką – no i nie publikował. A na dodatek, i to według mnie bardzo ważne, nikt od niego tego nie oczekiwał.

 

Zastanawiam się, co sobie profesor myśli. W przeciwieństwie do wielu takich profesorów (pojawiających się również w tutejszych komentarzach) profesor nie podważa publikowania ‚na świecie’. Jednak są adiunkci, którzy mają dorobek deklasujący go. Chciałbym więc wiedzieć, co myśli z jednej strony dlatego, bo  chciałbym się dowiedzieć, jak on widzi to, co się stało w nauce polskiej. Z drugiej, dlatego, żeby wiedział, że go szanuję i że jest dla mnie osobą wybitną. Niestety, z oczywistych powodów, nigdy z nim nie będę o tym rozmawiał.

 

Tym wpisem chcę rówież zaznaczyć, że są różni profesorowie bez dorobku. I ci, którzy z godnością przyjmują swą bezdorobkowość, zasługują na szacunek szczególnie, gdy wspierają swych podpopiecznych, którzy oddalają się każdą kolejną publikacją.