Jedną maluczką recenzją tak wiele przybyło

Oto dwie recenzje doktoratów z filozofii: recenzja 1 oraz recenzja 2. Zwrócono mi na nie uwagę, bo są zaskakująco podobne. Zacząłem je czytać od konkluzji i trudno nie ulec wrażeniu, że mamy do czynienia z tym sama recenzją, którą recenzentka przerabia na potrzeby  konkretnego przewodu doktorskiego.

Nie mam do końca wyrobionego zdania na ten temat. Z jednej strony, rozumiem dobrze, że pisanie recenzji nuży, czemu więc nie wspomóc sobie wypracowanym przez siebie wzorem recenzji. Z drugiej strony, powstaje pytanie, czy nie mamy do czynienia z gotowcem, którego recenzentowi nie będzie się chciało zmieniać tylko po to, żeby zasugerować niuanse oceny. Co więcej, recenzent dostaje pieniądze za te recenzje, mógłby się więc choć odrobinę postarać, a przecież recenzent doktoratu to zazwyczaj osoba akademicko doświadczona, dla której napisanie recenzji nie powinno stanowić większego problemu.

Mam coraz większe kłopoty z tą praktyką (czy jest to już proceder?), gdy widzę podobne zdania z treści recenzji. Okazuje się, że treść obu doktoratów rozłożona jest na 2 płaszczyznach, obu doktorantów cechuje wnikliwość filozoficzna, obaj tworzą horyzonty odniesień filozoficznych…. Bardzo trudno uznać, że zbieżności między obiema recenzjami to czysty przypadek, a recenzentka po prostu natrafiła na doktoranckie bliźnięta. Raczej trzeba uznać, że recenzentka napisała jedną recenzję i po niewielkich przeróbkach złożyła ja jako drugą. Moje wrodzone lenistwo nie pozwala mi na to, żeby poszukać innych recenzji Pani Profesor….

Ale być może stosowanie gotowca recenzyjnego ma jedną zaletę. Otóż Pani profesor odkryła wielce ją irytującą praktykę stosowania spójnika „iż”. Jest szansa, że gdyby pisała recenzję od nowa, mógłby jej ten naganny proceder umknąć. 

Widzianka?

Zwrócono mi uwagę na recenzje w postępowaniu doktorskim. Jedna z tych recenzji jest na niecałą stronę. I powstaje pytanie: jak krótka może być recenzja doktoratu?

 

Ja sam mam dość mieszane uczucie wobec recenzji prof. Falki (nie znam faceta, ale wygląda na dość przyzwoitego fizyka z dość przyzwoitego ośrodka). Z jednej strony, można by powiedzieć, że napisał wszystko, co trzeba napisać. Nie dość, że ocenił pracę, to na dodatek nawet zwrócił uwagę na kluczowe jej elementy. Starczy? No niby starczy. I gdybym dostał taką recenzję od takiego Falki, to bym ze dwa razy podskoczył ze szczęścia. Ale jednak trochę brak mi w tej recenzji krytycznego podejścia do doktoratu. Czy coś można było zrobić inaczej, może lepiej, czy można o czymś jeszcze pomyśleć?

 

Wydaje mi się, że recenzja doktoratu to nie jest tylko krótki komentarz i widzianka pod wypracowaniem doktorskim. To również dyskusja z doktorantem, dzięki której doktorant może popatrzeć na to, co zrobił nie tylko jako na dzieło o skończonym pięknie. Wydaje mi się, że recenzja doktoratu to zaproszenie doktoranta do dyskusji ze starszym kolegą. Nestety recenzent za bardzo podyskutować nie chce.

 

Chciałbym zwrocić przy okazji uwagę, że oto mamy doktorat, w którym obaj recenzenci są zza granicy, obaj działający w nauce międzynardowoej. Okazuje się, że da się  to zrobić. Gratulacje dla doktoranta, promotora, no i pewnie fizyków polskich (choć mogą się zrobić jeszcze bardziej zarozumiali!)

 

Samo się nie robi

Nieczęsto zwracam uwagę na recenzje w przewodach doktorskich, jednak dostałem list w sprawie następującej recenzji. Jest to recenzja w postępowaniu doktorskim, w którym recenzenci nie zgodzili się co do jakości pracy doktorantki i cytowana recenzja miała sprawy rozstrzygnąć.

 

I rzeczywiście recenzja jest rozstrzygająca. Recenzentka bezlitośnie punktuje słabości doktoratu, często powtarzając opnie recenzentki negatywnej. Jednak ‚superrecenzentka’ nagle dokonuje wolty i konkluduje pozytywnie. O ile dobrze rozumiem, przeważyło to, że doktorantka zebrała dane. I choć rzeczywiście należy doktorantce pogratulować tego osiągnięcia, to nie jestem w pełni przekonany, że za to nadaje się stopień doktora.

 

Wracam do tego, co nie raz pisałem sam i pisali tu inni. Narzekamy i narzekamy na obniżający się poziom doktoratów, jednak on sam się nie obniża. Sami to ‚robimy’ (choć nie poczuwam się do wysokiej odpowiedzialności) zarówno pisząc, jak i przyjmując takie recenzje jak powyższa recenzja z psychologii. Co więcej, celowo zwracam uwagę na psychologię, zamiast po raz kolejny poironizować na temat ekstraklasy pedagogiki, którą wczoraj opublikował prof. Śliwerski, właśnie dlatego, że psychologię dzieli od pedagogiki kilka lat świetlnych, jednak to wcale nie znaczy, że to kraina miodem i rzetelnością płynąca.

 

Nie mam zdania, czy ten doktorat powinien był przejść, nie znam się, nie interesuje mnie to. Wiem jednak, że recenzja negatywna powinna się kończyć negatywną konkluzją. Tak dla porządku.