Niuanse

Trwa dyskusja na temat konfliktu interesów. Na szybko chciałbym dodać swoje trzy gorsze. Oczywiście można stopniować szkodliwość konfliktu interesów i zastanawiać się nad gradacją relacji promotor-eksdoktorant, kierownik-pracownik, a może i współautor-współautor.

 

Według mnie dyskusje takie są jałowe, ponieważ w każdej z nich można powiedzieć: To zależy. Trudno o bardziej toksyczną relację jak ta między Adamem J. i Radosławem R., a  konflikt interesów z niej wynikający był tylko początkiem problemu. Ryszard T., kolega Adama J., był przecież w znacznie mniej widocznym, a jakże szkodliwym konflikcie interesów w postępowaniu habilitacyjnym dra R. 

 

Wydaje mi się, że można bezpiecznie powiedzieć, że nauka polska nie radzi sobie z konfliktem interesów, a w dużej mierze w ogóle nie zauważa go nawet. Poza tym blogiem czy forum DNU nie miałem okazji słyszeć dyskusji na temat jakiegokolwiek konfliktu interesów, ani innych rozważań na temat etycznych aspektów postępowań awansowych i nie tylko. Brak dyskusji nie oznacza, rzecz jasna, że tych konfliktów nie było.

 

Dlaczego tak jest? Myślę, że zaufanie do ‚systemu’ jest tak niewielkie, że dyskutowanie etycznych niuansów postępowań habilitacyjnych wydaje się po prostu nonsensem. Kto ma dostać habilitację i tak ją dostanie, z konfliktem interesów czy bez niego.

Inna lista

W sprawie listy wstydu zabrał głos prof. Śliwerski. Oburzony grzmi, że ministerstwo nic nie robi w sprawie pewnej doktor habilitowanej (dodając przy okazji, że to wszystko przez PO i PSL). Nie odnosi się jednak, jak zwykle, do tego, że piętnowane osoby spokojnie i często od lat funkcjonują w polskim środowisku naukowym. Chciałbym więc zapytać Pana Profesora, co, poza skarżeniem do ministra, zrobił w tej sprawie. Ilu osobom odmówił podając słowackie powody, z ilu osobami nie zasiadł? 

 

Łatwo jest piętnować na blogu ludzi, z którymi nie ma się na co dzień do czynienia. Trudniej oburzać się na znajomych z UMK i habilitacje, które tam przepuszczano. Chciałbym się doczekać wpisu profesora-pedagoga na temat innej listy wstydu. Listy dętych habilitacji z pedagogiki z Torunia i, jak podejrzewam, nie tylko.

To nasza sprawa

Wprost kontynuuje sprawę słowackich habilitacji. Tygodnik donosi, że MNiSW zareagowało na pubikację tygodnika chcąc wprowadzić nostryfikację słowackich habilitacji, co ministerstwo  zresztą zdementowało. Jednak tygodnik twierdzi również, że po publikacji jeden ze ‚Słowaków’ wycofał się ze stwierdzenia, że jego habilitacja jest z socjologii, a sprawa tejże habilitacji została skierowana do komisji etyki PKA. To z kolei ma być początkiem odwołania profesora z komisji.

 

Jeśli to drugie doniesienie odpowiada faktom, to to chyba najsmutniejszy wynik publikacji tygodnika. Okazuje się, że dopiero napiętnowanie w ogólnoppolskim tygodniku doprowadza ‚środowisko’ do podjęcia działania. Dopiero zarzuty o przekrętach, kupowaniu habilitacji i temu podobne zdołały zwrócić uwagę przewodniczącego PKA. Bez tego habilitowany na Słowacji pseudosocjolog nadal mógłby oceniać innych.

 

Podsumowując, nadal uważam, że to nie sprawa ministerstwa. Uważam, że to problem ‚nas wszystkich’. I dopóki oszustwo nie będzie się spotykać z ostracyzmem wśród nas, ani ministerstwo, ani nikt inny nam nie pomoże

 

Cudzymi rękami

Tygodnik Wprost zdobył listę wstydu. To lista 200 nazwisk, jak podaje tygodnik, osób z fikcyjnymi tytułami ze Słowacji. W artykule wypowiada się oczywiście prof. Śliwerski, bo to w pedagogice jest najwięcej ‚Słowaków’. Wprost podaje, że co czwarta habilitacja z pedagogiki jest wątpliwa, a to powoduje, że zagrożona jest wiarygodność dyscypliny. Kto jest temu wszystkiemu winny? Oczywiście ministerstwo, bo Komitet Nauk Pedagogicznych PAN alarmował, a ministerstwo nic.

 

Nie wiem, co miałoby i mogłoby zrobić w tej sprawie ministerstwo, jednak irytuje mnie, o czym już pisałem chyba,  zrzucanie odpowiedzialności na innych. Przecież ‚Słowacy’ doskonale funkcjonują w środowisku. Jak wskazuje Wprost, zasiadają w komitetach, komisjach i innych gremiach. I to ministerstwo ma ich stamtąd usunąć? To ministerstwo ma zwolnić tych ludzi z pracy? Oczywiście po wyszukaniu wszystkich (przez Centralne Biuro Habilitacyjne?). A wszystko po to, żeby członkowie Komitetu Pedagogicznego i inni ważni państwo nie musieli robić rzeczy z gruntu nieprzyjemnych. Kto by bowiem chciał tak w oczy człowiekowi powiedzieć, że ma dęty stopień i go w komisji nie chcemy. Niemiło, nieprzyjemnie, niech ministerstwo załatwi, a jeszcze będzie można Słowakowi powspółczuć, że ministerstwo okrutne.