Centrum

Kilka dni temu w komentarzach zwrócono uwage na jedną z recenzji profesorskich, która zatytułowana jest natępująco:

 

Ocena dorobku naukowego, dydaktycznego i organizacyjnego, a przede wszystkim książki …

 

Wielokrotnie wspominano tu o tzw. książce profesorskiej i mamy jej doskonały przykład. Recenzent 'przede wszystkim’ oceni książkę i jeśli ocena wypadnie pozytywnie, profesorant zostanie profesorem. Ustawa wszak obwieszcza, że profesor:

 

ma osiągnięcia naukowe znacznie przekraczające wymagania stawiane w postępowaniu habilitacyjnym;

 

W ten sposób doktor habiitowany, gdy już napisze książkę, będzie miał osiągnięcie (a może i nawet osiągnięcia w liczbie mnogiej) powyżej tego dla habilitowanego. A to książka przecież, jak niedawno przeczytałem, jest najlepszym sposobem wykazania się naukowym poziomem.

 

Kryteria profesury są podobne do kryteriów habilitacji. Trudno przecież wymyślić znaczące różnice między, w efekcie, profesurą podwórkową a belwederską. Jednak nadanie tytułu naukowego na podstawie oceny jednej książki jest czymś dziwnym. Na dodatek mam wątpliwości, czy profesura powinna być definiowana jako 'duża habilitacja’.  Nie dość, że wzmacnia to pozycję habiitacji jako centrum nauki polskiej, to na dodatek wskazuje, że bez habiitacji nie da się zrozumieć, kim jest profesor.

 

Tak jak uważam, że w wypadku habilitacji powinien być oceniany dorobek, tym bardziej tak powinno być w wypadku profesury. Przecież profesor to nie ktoś kto zrobił habilitację i jeszcze trochę. Profesor to ktoś, kto przeszedł przez (dłuższą czy krótszą) drogę naukową i to ta droga powinna być podstawą oceny. A zatem cały dorobek profesorski.  Nieporozumieniem jest zarówno ocenianie 'książki profesorskiej’ jak i profesura w jako osiągnięcie pohabilitaycjne.

 

Ciastka

Na stronach Centralnej Komisji pojawiło się wiele postępowań profesorskich, a ja z nadzieją, rzuciłem się do czytania. Okazało się jednak, że w nowozamieszczonych postępowaniach nie zamieszczono ani jednej recenzji. Np. w dziedzinie nauk społecznych w trzech zamieszczonych postępowaniach pod zamieszczonymi linkami nie ma ani jednej recenzji. Podobnie jest w innych dziedzinach.

 

Po kliknięciu wysokich kilkudziesieciu linków, pod którymi nie ma recenzji, trudno oprzeć się wrażeniu, że CK systematycznie zamieszcza puste postępowania. Aż chciałoby się powiedzieć, że to doskonały sposób na to, żeby zjeść ciastko i nadal je mieć. Postępowania profeosrskie ukazują się bowiem na stronach Komisji, ale nie zawierają stosownych informacji.

 

Trudno oprzeć się jeszcze jednemu wrażeniu. A mianowicie, że Centralna Komisja systematycznie nie ujawnia informacji na tematy związane z profesorami – od wyników głosowania, przez zamieszczanie postępowań (niektóre z świeżo zamieszczonych postępowań są z 2013 roku!!), aż do niezamieszczania recenzji.

 

Rozprawy

Wracam do tematu kryteriów profesorskich, na temat których zaczęła się kolejna dyskusja. W nowym wpisie profesor pedagogiki pisze, że

 

„Kluczową rolę w uzyskaniu tytułu naukowego odegrała rozprawa profesorska…”

 

Prof. Śliwerski prawdopodobnie pisze właśnie o 'kryteriach zwyczajowych’, których pisałem niedawno. Profesurę nadaje się za 'rozprawę profesorską’. Tak jak doktorat za doktorską, a habilitację za habilitacyjną. I żadna ustawa ani rozporządzenie tego nie zmienią.

 

Szkoda, że obrony profesorskiej nie ma. 

 

 

Zwyczaje

W jednej z zamieszczonych recenzji w postępowaniu o nadanie tytułu naukowego recenzent pisze:

 

Uważam, że spełnione są warunki ustawowe i zwyczajowe dla nadania….

 

Uderzyły mnie te 'warunki zwyczajowe’. Rozumiem, rzecz jasna, do czego odnosi się recenzent. Widział niejednego świeżo mianowanego profesora i podkreśla, że profesorant pasuje mu do roli. Nie będzie się negatywnie wyróżniał w gronie profesorskim.

 

Zastanawiam się jednak, co by było, gdyby warunki zwyczajowe nie zostały spełnione? Czy można by napisać recenzję w taki sposób:

 

Uważam, że chociaż spełnione są warunki ustawowe, nie zostały spełnione warunki zwyczajowe, a zatem wnioskuję o nienadanie tytułu?

 

 

Interpretacje

Na blogu pedagogicznym, w komentarzach, głos, który dobrze się wpisuje w wymianę na temat kryteriów nadawania tytułu naukowego pod poprzednim wpisem. Otóż ustawodawca, jak już wskazano, zapisał następujące kryterium wobec osób ubiegających sie o tytuł naukowy:

 

1) posiada osiągnięcia naukowe znacznie przekraczające wymagania stawiane w postępowaniu habilitacyjnym

 

Autorka komentarza zwraca uwagę na trudności interpretacyjne. A zatem czy mówimy o tym, że konkretny profesorant znacznie zwiększył swój dorobek od czasu habilitacji, czy o tym, że profesorant zwiększył swój dorobek wg kryteriów stawianych profesorantom. Jeśli bowiem osiągnięciem habilitacyjnym profesoranta było, powiedzmy, odkrycie lekarstwa na raka (od trzustki do prostaty) to kandydat nigdy nie zostanie profesorem. Jego szanse na to, by przeskoczyć to, co już zrobił, są tak małe, że można profesurę uznać za niemożliwą. Z kolei profesorant z miernym dorobkiem, spokojnie może profesorem zostać, bo nie jest trudno zwiększyć dorobek mierny. Sam autor bloga pedagogicznego pisze niejasno, jednak można by wnioskować, że bliska mu jest właśnie taka interpretacja. Konkretny Kowalski albo zwiększył, albo nie zwiększył dorobku, a Kowalskiemu-onkologowi profesura sie nie należy. 

 

Wydaje mi się, że to, co powiedziano tutaj w komentarzach, sprawę wyjaśnia – idzie o ogólny a nie jednostkowy poziom habilitacji i profesury.  Ciekawy jestem jednak, czy te wątpliwości interpretacyjne są częste i czy dotyczą jedynie nauk społecznych i humanistycznych.

 

 

Co łaska

Wprowadzenie obowiązku promotorstwa pomocniczego do postępowań profesorskich (zastępowalnego przez otwarty przewód doktorski) jest wg mnie kryterium niesprawiedliwym. Oto ustawodawca wprowadza kryterium awansowe, które nie zależy od działań zainteresowanego. Młody doktor może co najwyżej poprosić profesora o to, żeby ten (łaskawie) zgodził się na to, by doktor mógł zostać promotorem pomocniczym. Oczywiście, można liczyć na to, że uczelnia wprowadzi zasadę automatycznego przypisywania doktorów do przewodów doktorskich (pisał o tym profesor-pedagog), jednak nadal to jedynie dobra wola uczelni. A i tu można niepokornego, albo zwyczajnie 'niszowego’ doktora pominąć. Nawiasem mówiąc, wprowadzenie systemu automatycznie generującego promotorów pomocniczych nie ma moim zdaniem większego sensu merytorycznego.

 

Cała reszta zależy ode mnie. Publikacje, granty, staże, jeśli trzeba, nawet rynek promotorski. Tylko nie promotorstwo pomocnicze. To musi mi ktoś dać. Takie kryterium jest niesprawiedliwe i utrwalające przewagę profesury nad resztą polskiego świata naukowego.

Jedynka

Jakiś czas temu skomentowano niedawno zamieszczone na stronach CK zakończone sukcesem postępowanie profesorskie z medycyny. Dzisiaj już profesor tytularny ma dorobek z indeksem Hirscha wynoszącym 1. To oznacza, że tylko jeden jego artykuł został zacytowany (z recenzji wynika, że 4 razy!). Natomiast 68 publikacji pohabilitacyjnych uzbierało troszeczkę ponad 20 punktów sumarycznego IF.

 

Zamiast komentarza przypomnę, że New England Journal of Medicine, w którym publikuje się również artykuły z urologii, ma impact factor powyżej 50.

 

Są!

Dziękuję lehoslavowi za zwrócenie uwagi, że pojawiły się dokumenty postępowań profesorskich. Na razie zaglądnąłem jedynie do decyzji, żeby sprawdzić, z jakim opóźnieniem zostały opublikowane. Oczywiście nie zaglądałem do wszystkich, jednak najstarsza, na jaką natrafiłem, jest z czerwca 2012 roku! Centralna Komisja upubliczniła ten dokument po prawie 2 latach! Jestem bardzo ciekawy, dlaczego właśnie teraz. Bardzo w to wątpię, ale może jednak ktoś z CK wziął sobie do serca nie tak dawną dyskusję na ten temat! Pomarzyć można.

 

Co ciekawe, pojawili się również recenzenci zagraniczni. Warto się będzie przyjrzeć temu bliżej.