Temat zastępczy

Pod poprzednim wpisem rozpoczęła się dyskusja na temat zniesienia habilitacji. Pomyślałem sobie, że warto by ten temat przenieść do nowego wpisu. Zacznę od kilku uwag na temat zniesienia habilitacji, które robiłem przez ileś tam lat. Jestem raczej przeciwny zniesieniu habilitacji, a przynajmniej przeciwny dzisiaj. Taki ruch należałoby przygotować. Oto kilka argumentów.

  1. Myślę, że niekontrowersyjne jest stwierdzenie, że każdy system ma jakąś formę awansu podoktorskiego. Czy nazwiemy to tenure czy habilitacją, nie jest to kluczowe. Różnica jest taka, że w Polsce stopień jest państwowy, a w USA jest uczelniany.  Warto jednak pamiętać, że w rzeczywistości, na większości uniwersytetów awans jest międzynarodowy (przynajmniej jeśli idzie o standardy i recenzentów), a poziom, który się osiąga jest w dużej mierze uznawany. Niewiele osób osiągając stanowisko podoktorskie – habilitację, associate professora czy readera, wraca w następnej pracy na stanowisko niższe. Choć formalnie nie ma stopnia, w praktyce stanowisko jest quasi-stopniem.
  2. Dużo większym problemem jest jakość postępowań. Nie rozumiem, jak zniesienie habilitacji zmieni ją. Moim zdaniem, jeśli stanie się cokolwiek, to raczej obniżenie jakości. Bo nic nie będzie transparentne. Co prawda, czytający ten blog prorektor UW nie wypowiedział się, jednak mam nadzieję, że UW poszło w pięty. To porządna uczelnia dbająca o wizerunek, a ten blog czytany jest nie tylko w Polsce. Zniesienie habilitacji będzie oznaczało, że takie postępowania będzie można ukryć dużo łatwiej.
  3. Nie ma żadnych powodów, żeby dzisiaj habilitacje i profesury nie miały recenzentów i standardów międzynarodowych. Jeśli nie mają, to znaczy, że środowisko tego nie chce. Dlaczego miałoby się to zmienić po zniesieniu habilitacji?
  4. Przypadek umarzania postępowań habilitacyjnych jest, moim zdaniem, argumentem za ich utrzymaniem. Zniesienie habilitacji będzie oznaczało jeszcze więcej przysiadów i przykuców po to, by ci co mają dostać stanowisko, dostali je. Działamy w systemie, który jest wysoko skorumpowany (akademicko). Rzetelność recenzji jest niska, towarzyskość postępowań wysoka. Ja już brałem udział w debatach nad doktoratami, jak i habilitacjami, w których argumentem było: Ale przecież on jest nasz, to jest Zenek, a nie jakiś obcy. Jak zmieni to zniesienie habilitacji?
  5. Wreszcie, ja się zgadzam z poglądem, że zniesienie habilitacji powinno być poprzedzone okresem przygotowawczym. Okresem, w czasie którego uczelnie zaczną stosować swoje własne reguły gry, będzie to poddane audytowi (kto to będzie robił – nie mam pojęcia). I jak już dojdziemy do momentu, że szanujemy samych siebie, można by znieść habilitacje. Zniesienie habilitacji z dnia na dzień pogrąży nas w jeszcze większym chaosie.
  6. Warto też skończyć z mitami, że ‚na zachodzie’  w dzień po obronie doktor staje się promotorem doktoratu.  To nieprawda. Przede wszystkim w systemie anglosaskim rzadko występują pojedynczy promotorzy. zazwyczaj doktorat promuje kilka osób. Wśród tych kilku osób są również świeżo upieczeni doktorzy, ale nie mają oni roli głównego promotora. Skoro w Polsce nadal najczęściej jest  jeden promotor, to nie, nie powinien być to ktoś świeżo po doktoracie To powinien być ktoś znacznie bardziej doświadczony.
  7. Na koniec. Temat zniesienia habilitacji jest tematem zastępczym. Wraca regularnie, żebyśmy się wykrzyczeli na jego temat. Gdyby jutro znieść habilitację, zapanuje chaos. Polska nauka przejdzie przez ten chaos. Czy będzie przez to lepsza? Nie, nie będzie.