TKM, rada wydziału

Autor blogu Doktrynalia pisze o kolejnej habilitacji nadanej wbrew recenzentom i komisji habilitacyjnej. Piszę o tej habilitacji pomimo tego, że pojawiła się już w komentarzach pod poprzednim wpisem. Sprawa jest jednak ważna. A to dlatego, że przypatrując się postępowaniu, trudno oprzeć się wrażeniu, że rada wydziału oczekiwała od komisji konkretnej decyzji. Gdy jednak komisja podjęła decyzję nie taką, jakiej oczekiwano, została zignorowana.

 

Rodzi się przy tym pytanie: skoro rada wydziału może po prostu zignorować i recenzentów, i całą komisję habilitacyjną, to po jaką cholerę są oni wyznaczani? Przykład białostocki ukazuje jak w soczewce jeden z najważniejszych problemów postępowań habilitacyjnych, problem, o którym tu zresztą pisałem nie raz. A mianowicie widzimisię. Grupa ludzi, którzy, znając rzeczywistość, nie zapoznali się nawet z dokumetacją wniosku, zagłosowali, bo tak im pasowało. I kto im co zrobi?

 

I mam kolejne pytanie: co na to Centralna Komisja?