To już rok

Mija właśnie rok od czasu, kiedy napisałem pierwszy wpis, pod którym zresztą pojawiły się szybko życzenia od si-kej, a potem od pfg. Bardzo za nie dziękuję jeszcze raz – to było bardzo miłe z Waszej strony.

 

To był trudny rok. Przede wszystkim w tzw. życiu osobistym, o którym nie będę pisał, choć zaznaczam, że habilitanci takie mają. To życie osobiste miało bardzo znaczny wpływ na me życie zawodowe, niestety. Negatywny wpływ. Przez to, ale nie tylko, był to też trudny rok w życiu profesjonalnym. Bo już rok upłynąl pod znakiem habilitacji. Tańce przedwnioskowe, potem przygotowywanie wniosku, decyzja o złożeniu, czekanie, pierwsza recenzja, czekanie na następne. Początki to przede wszystkim piramidalna strata czasu (te durne tłumaczenia na angielski….), poźniej to już ‚tylko’ zaangażowanie emocjonalne w proces. Do pewnego stopnia wolałbym nadal pisać ten cholerny wniosek. Przynajmniej miałem poczucie sprawczości. Teraz mogę tylko czekać i zastanawiać się, jak długo będę jeszcze czekać na recenzje.

 

Ten rok mi wiele uświadomił. Choć nadal jestem zwolennikiem habilitacji, zarówno zaangażowanie w moje własne postępowanie, jak i przeczytanie dokumentacji z wielu wniosków znacznie ochłodziło moje ‚zwolennictwo’. Mamy bowiem słabą ustawę, iście barokowy proces, który jest nagminnie prowadzony nierzetelnie (ilość terminowych postępowań jest chyba w znacznej mniejszości), a na dodatek co rusz pojawiają się recenzje, które pojawić się nie powinny (w poprzednim wpisie pisałem o kolejnej laurce w obliczu dwu recenzji miażdżących – albo jedna, albo dwie są od czapy). Ale ten rok mi uświadomił, że z ustawą da się żyć i to ‚my sami’ (choć solidarność środowiskowa z mojej strony jest bardzo słaba) gotujemy sobie ten los. Narzekamy na habilitację, ale to my sami sobie ją taką robimy! To smutna konstatacja.

 

Obecnie jestem na etapie tylko i wyłącznie ‚zrobienia habilitacji’. Nic już innego sie nie liczy. Chcę to mieć za sobą. Już mi przeszło z tą oceną dorobku, z recenzentami, którzy są autorytetami i tymi wszstkimi pięknodusznymi pierdołami, które pisałem na początku. Sprawy bowiem się sprowadzają do pytania: ‚Kiedy napisze?!’. To chyba dziwne, ale pytanie ‚Co napisze?’ staje się wtórne. Podejrzewam, że to frustracja przeze mnie przemawia i gdyby przyszła recenzja negatywna, szybko zmieniłbym zdanie, jednak obecnie po prostu chcę mieć to już za sobą.

 

Bo niby nic się nie dzieje, ale ten rok to dziesiątki pytań o to, na jakim etapie jestem, czy są już recenzje. Te zatroskane miny, gdy mówię, że recenzenci się spóźniają (po części bez wątpienia szczere), już mnie tylko wkurzają. Niestety, pomimo prób, temat mojej habilitacji nie pozostał poufny i wie o nim na tylko dużo osób, żeby to trochę irytowało (piszę ‚trochę’, bo trochę to miłe, że ludzie pytają). Mam nadzieję, że teraz idzie już jednak z górki i do wakacji się uda zakonczyć to postępowanie. 

 

Ale ten rok to również rok wsparcia od kilku osób. Przede wszystkim od mojej ukochanej. Bez niej napisanie wniosku trwałoby znaaacznie dłużej (a ilość qrw, proszę o wybaczenie, które by poleciały w eter wzrosłaby wykładniczo), bez niej czekanie byłoby trudniejsze, a radość pierwszej recenzji znacznie słabsza. To również wsparcie ‚pani z administracji’, która dba o moje interesy habilitacyjne – moja wdzięczność dla niej jest wielka! To również subtelne i delikatne wsparcie kilku kolegów, a szczególnie pewnego kolegi-profesora, który dobrym słowem się przysłuża do czasu do czasu. Wyrażam im wszystkim wdzięczność i wyrażę jeszcze nie raz.

 

Minął więc rok. To również rok blogowania na temat habilitacji. Ten blog stał się ważną częścią ‚robienia habilitacji’. I te juz przecież kilkaset wpisów dobrze o tym świadczą – również dla mnie samego. Kiedy przyszła mi do głowy myśl o blogu, natychmiast ją odrzuciłem, jednak po chwili wróciła i postanowiłem spróbować. Bardzo się cieszę, że się zdecydowałem. Wiele rzeczy, które tu napisałem, po prostu by umknęly. To, co mnie najbardziej zaskoczyło jednak, to odbiór. Ilość czytających ten blog osób przeszła moje najśmielsze oczekiwania.

 

Minął więc rok, po którym wszystkim komentującym oraz wszystkim czytelnikom tego, co piszę, bardzo dziękuję za poświęcony temu blogowi czas! Bardzo się cieszę, że Państwo to czytacie.