Trochę głupio….

Na początku lipca pisałem już o loterii habilitacyjnej. Pisałem wtedy o niespójnych recenzjach. Problem jednak wydaje się szerszy. Otóż kilkukrotnie ostatnio czytałem i rozmawiałem na temat tego, że rozporządzenie ministra dotyczące kryteriów oceny habilitanta jest martwe. Potwierdza to też wiele recenzji głównie, trzeba przyznać, w naukach humanistycznych i społecznych. Warto może ponownie zaznaczyć problem loterii habilitacyjnej. Problem jest bowiem według mnie poważny.

 

Im dłużej przyglądam się postępowaniom habilitacyjnym, tym silniejsze odnoszę wrażenie, że wynik postępowania habilitacyjnego zależy jedynie od tego, kto ocenia. Pomimo jasno wyłuszczonych kryteriów oceny w postępowaniach habilitacyjnych, nie da się przewidzieć, czy w danym postępowaniu będą one stosowane czy nie. Zależy to jedynie od widzimisię recenzenta. I o ile jeden habilitant może mieć szczęście i natrafić na recenzenta uważającego, że kryteria są świetne i należy je stosować, inny może natrafić na recenzentów uważających, że owe ‚punkciki’ to dopust boży… To z kolei wprowadza nie tylko niespójności w procesie, ale również masę niesprawiedliwości. Można sobie bez trudu wyobrazić sytuację, że habilitacja, która przepadnie w jednej komisji, przejdzie śpiewająco w innej. Ba, że przejdzie habilitacja ‚obiektywnie’ słabsza od habilitacji, która przepadła. Po prostu, ten drugi habilitant miał pecha.

 

Proces recenzyjny powinien być oparty nie tylko o spójne kryteria, ale, co znacznie ważniejsze, recenzenci powinni te kryteria stosować. Powiedziałbym nawet, że to, czy imi się te kryteria podobają czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Zadaniem recenzenta jest stwierdzenie, czy habilitant spełnia określone przez ministra kryteria.

 

Oczywiście, pojawia się problem, co wtedy, gdy recenzent sam nie spełnia kryteriów, według których ma oceniać….No, ale przecież nikt nie jest doskonały.