Ufy

Kramka wyrwała mnie do tablicy….i pomyślałem sobie, że może warto napisać o moim dorobku. Tak, myślę, że mój dorobek jest ponadprzeciętny, zarówno jeśli idzie o ilość, jak i jakość moich publikacji. Gdy patrzę na dorobek habilitantów w mojej dyscyplinie, obecnie nie ma habilitanta z dorobkiem lepszym od mojego. Myślę, że w kontekście, w którym ocena jest rzetelna, byłbym dość spokojny o wynik tego postępowania. No to czemu wielkie ufff? Ano z kilku powodów.

 

Po pierwsze, każdy proces recenzyjny, nawet ten najrzetelniejszy, zawiera w sobie element ryzyka. No, powiedzmy, że tak jak ja mogę mieć zły dzień, tak zły dzień może mieć recenzent. Myślę, że nigdy nie ma i nie może być pewności co do wyniku postępowania awansowego. Po drugie, ja nie jestem do końca pewien, czy jestem w sytuacji, w której postępowanie habilitacyjne jest rzetelne i rzeczywiście stanowi ‚obiektywną’ (celowo używam cudzysłowu) ocenę dorobku. Na blogu pisałem już nie raz o recenzjach, które są po prostu od czapy. I nie da się tego ignorować, wytłumaczyć. Mnie sie też to może przydarzyć. Po trzecie, jest sprawa interdyscyplinarności mojego dorobku, która jest w Polsce widziana nieprzychylnie. Nawiasem mówiąc obie recenzje, które mam, potraktowały tę kwestię dość ciekawe. Do pewnego stopnia udały, że tego nie ma.

 

Jedną z konsekwencji bliższego przyjrzenia się procesowi zarówno z punktu widzenia mojego własnego postępowania, jak i innych postępowań, była utrata wiary w proces. Wielokrtonie pisałem, że jestem zwolennikiem habilitacji, jednak dzisiaj jestem bardzo umiarkowanym, letnim, zwolennikiem. Innymi słowy, moja wiara w proces jest bardzo słaba. Nie wierzę w proces. Tak, szanse są, że moje postępowanie będzie rzetelne, jednak pewności nie ma i nie może być!

 

I stąd moje ufy. To są szczere ufy. Bez kokieterii.A to, jaki jest mój dorobek, w dużym stopniu nie ma żadnego znaczenia w tych kalkulacjach i ufach.