Ultramaryna

Chciałbym krótko podkreślić linkę, którą podał wcześniej kolego pawcio. To kolejny przykład, tym razem drastyczny w wypadku habilitacji dr. Drewsa, na to, jak konieczna jest kontrola jakości procesu. Oczywiście, dętych recenzji ten system by nie wyłapał, jednak parę dni temu po raz kolejny pisałem o recenzji-laurce przy pozostałych bardzo krytycznych. Tak, recenzenci mogą się nie zgadzać, jednak trudno mi sobie wyobrazić kontrowersje polegające na tym, że jeden recenzent wskazuje na autoplagiaty, a drugi mówi, że habilitantka to cud, miód i ultramaryna. Często się zastanawiam, jak wygląda dyskusja w komisji. Recenzentka od laurki ‚pomyliła się’, prowokowała, nie chciała serca złamać habilitantce? Spaliłbym się ze wstydu!

 

Po raz kolejny: z moich nienaukowych doświadczeń wynika, że poziom zaufania do recenzentów i do procesu jest niski, bardzo niski. Nikt nie oczekuje terminowości, większość liczy na na łut szczęścia przy recenzjach (do pewnego stopnia ja też!). Każde następne takie postępowanie podważa proces jeszcze bardziej. Jeszcze bardziej wskazuje na uznaniowość recenzji. Tak, są pewnie różnice między dyscyplinami, w mojej działce nie widziałem jeszcze niczego rażącego, jednak one nie załatwiają sprawy.

 

Potrzebny jest sprawny i skuteczny system kontroli jakości przewodów habilitacyjnych. Od terminowości do rzetelności recenzentów!