Ustawka

Komentarz kramki przypomina mi, że proces się kończy. Chcąc, nie chcąc, zaczynam podsumowywać to, co się stało. Na nic już nie mam wpływu. Wszystko jest pozamiatne – rozmowa, na którą cały czas czekam, niczego nie zmieni. Dowolnie fantastyczne wypowiedzi nie zmienią zdania recenzenta negatywnego, musiałbym gadać naprawdę wielkie głupoty, żeby recenzenci pozytywni zmienili zdanie na mój temat. Innymi słowy, recenzje pozytywne są na tyle pozytywne, żeby wykluczały zmianę, podobnie jest z recenzją negatywną. Zostaje czekanie i, siłą rzeczy, podsumowania. Pewnie też lepiej podsumowywać zanim się skończy. Jeśli polegnę, moje podsumowanie będzie chyba jednak inne.

 

Dziwnie mi z podsumowaniami. Przecież dopiero co zacząłem myśleć o tym procesie. Tych podsumowań się zbiera trochę. Dzisiaj chciałbym o tym głównym. Po przejściu przez proces: co z habilitacją? Startowałem jako zwolennik, kończę jako….no właśnie, nie wiem, jak kończę.

 

Moje zdanie na temat możliwości przeprowadzania postępowań habilitacyjnych w uczelniach się nie zmieniło. No to co co z habilitacją? No i nie wiem, muszę o tym jeszcze porządnie pomyśleć. Moje ‚stanie murem za habilitacją’ zmieniło się bardzo. Przejście tego procesu zmieniło wiele w moim oglądzie rzeczywistości. I nie, nawet nie ta nieszczęsna recenzja negatywna, raczej te wszystkie podchody, zabiegi, zakulisowe działania….Nie chcę uogólniać, jednak przynajmniej moja habilitacja to przynajmniej w pewnej mierze stopień z sieci, w której się znajduję. To taka ustawka, w której walczą zwolennicy i przeciwnicy habilitanta….Przejaskrawione? Pewnie tak. Prawdziwe? Zdecydowanie tak!