V

W komentarzach pod poprzednim wpisem trzy.14 zwrócił uwagę na artykuł Gazety Prawnej, która pisze o groźbie znikających habilitacji. Zareagowała też sama ministra, która zaćwierkała z decyzją, że 

 

Serwer CK archiwizuje i będzie archiwizować. To był tylko niefortunny komunikat 



Ze stron Centralnej Komisji z kolei już zniknął ten ‚niefortunny komunikat’. Wygląda na to, że Centralna Komisja dostała po nosie i musiała podkulić ogon.

 

Warto jednak przytoczyć kilka cytatów z artykułu:

 

Publikowanie tych dokumentów pomaga wykrywać m.in. plagiaty. Ale także mobilizuje przy pracy recenzentów – przyznaje prof. Bogusław Śliwerski, członek prezydium Centralnej Komisji. On sam uważa, że aby była realizowana idea przejrzystości, dokumenty powinny być zawsze dostępne. 

 

Ten chwalebny cytat pochodzi od członka Prezydium CK, które podjęło decyzje o usuwaniu postępowań z serwerów CK. Komunikat głosił, że to „Prezydium postanowiło przyjąć zasadę”. Za chwilę jednak czytamy:

 

Otrzymaliśmy jedynie sygnał z biura, że jest problem, a rozwiązaniem miałoby być usuwanie po jakimś czasie starych plików – tłumaczy członek prezydium CK prof. Bogusław Śliwerski. Podkreśla, że prezydium nie ma wpływu na sprawy administracyjno-techniczne.

 

Po jednym sygnale decyzja polega na tym, żeby zrezygnować przejrzystości? Bez dyskusji, debaty, poszukiwania innych rozwiązań? Nie chciało się czy kanapki się kończyły? Poza tym, jak można podejmować decyzje w sferze życia, na którą nie ma się żadnego wpływu? Co więcej, jak można kierować instytucją, na której codzienną działalność nie ma się wpływu? To co Państwo Profesorowie robicie w tym Prezydium?

 

A tu jest jeszcze jeden cytat:

 

Kilka miesięcy wystarczy. Po co komu dłużej dostęp do dokumentów – pyta retorycznie w nieoficjalnej rozmowie jeden z pracowników CK.

 

Chciałbym mieć nadzieję, że to odosobniony głoś wśród pracowników CK, czarna owca, która nie rozumie, jak ważna jest przejrzystość. Niestety, wydaje mi się że pracownik świetnie się wpisał w prezydialne sentymenty. A ja nieoficjalnie powiem jednemu z pracowników – a nic pracownikowi do tego, do czego i na jak długo mi są potrzebne te dokumenty! 

 

No ale wygraliśmy. Okazało się, że można znaleźć bat nawet na Prezydium. Ciesząc się i gratulując sobie, że znalazłem się w grupie głośnych oburzonych, mam nadzieję, że to wydarzenie stanie się precedensem, na którym będziemy budować.