Władza strachu

Na forum i tu dyskusję wywołał dokument przedstawiający zasady  przeprowadzania postępowań habilitacyjnych na polonistyce na UAM. Dokument ten wprowadza kolokwium ‚przedhabilitacyjne’, na którym prawdopodobnie (choć nie jest to powiedziane wprost) podejmowana będzie decyzja, czy pozwolić habilitantowi na złożenie wniosku habilitacyjnego. W dyskusjach dokument ten spotkał się z krytyką, jeden z forumowych prawników wypowiedział się o nim w słowach wręcz dostadnych.

 

Dodaję moje trzy grosze dla porządku kronikarskiego, ale również dlatego, bo mnie cholera bierze, gdy czytam o ‚umowie społecznej’ czy nowym ‚obyczaju’. Umowa społeczna ma to do siebie, że prawo głosu mają wszystkie umawijące się strony. Tu oczywiście nic takiego nie występuje. Grupa profesorów, w nieustannej trosce i dbałości, narzuca habilitantom procedurę, która jest niezgodna z prawem. Prawem kaduka wydział wprowadza dodatkową poprzeczkę dla habilitantów, którą habilitanci, chcąc, nie chcąc, będą musieli zaakceptować, albo zrezygnować z habilitowania się na tym wydziale (do czego ich zachęcam).

 

Już nie raz pisałem tutaj o tęsknocie na kolokwium. Możliwość przeczołgania habilitanta, odzyskanie nad nim władzy strachu jest jak narkotyk, którego pozbawieni zostali profesorowie z UAM. Walczą z zespołem abstynencyjnym, jednak możliwośc uzyskania kolejnej działki jest zbyt silna.

 

Dla pełnej jasności dodam, że nie wierzę ani trochę w troskę i dbałość. Wprowadzenie nowego obyczuju (tak samo idiotyczne jak obwieszczenia o narodzinach nowej tradycji) to chęć przywrócenia tej bezpośredniej, na wyciągnięcie ręki, władzy profesora nad habilitantem. Strach w oczach habilitanta, drżący głos i ręce, kropelki potu – oto nasze habilitacyjne igrzyska, których biedni poloniści poznańscy zostali pozbawieni. Przywracają je, kompromitując się przy okazji.