Wołanie na puszczy

Naszła mnie refleksja po niedawnej wymianie na temat piętnowania recenzentów. Zanim się nią podzielę jednak, chciałbym zaznaczyć, że uważam, że należy wywierać presję na recenzentów w sferze publicznej. Na forach, na blogach, im więcej takich miejsc, tym lepiej. Nie osiągniemy sukceu ani jutro, ani za miesiąc, ani za rok. Ale taka presja zacznie się wreszcie kumulować. Chyba.

 

Moja refleksja jest na temat praktycznej bezkarności recenzenta. Recenzent może napisać, co mu tylko się spodoba i w duszy zagra i włos mu z głowy nie spadnie, nawet jeśli napisze kompletne bzdury. Poza jakimiś ekstemalnymi przypadkami, żaden trzeźwo myślący habilitant do sądu się nie wybierze – byłby to ruch wręcz samobójczy. Ale przecież bzdury recenzyjne nie powinny być bezkarne! A ja wątpię nawet, czy recenzenci się wstydzą swych recenzji!

 

Recenzent to ‚funkcja zaufania publicznego’. Prosimy recenzentów o opinię, ufając im, że napiszą ją rzetelnie. Nierzetelna recenzja nie dotyczy jedynie postępowania, w którym się pojawia. Każda nierzetelna recenzja podważa całość procesu i, co ważniejsze, zaufanie do niego. I dlatego należy nierzetelność traktować z wielką powagą.