Wolnośc bzdury

W komentarzach do poprzedniego wpisu charioteer napisała (mniej więcej), że recenzent habilitacyjny ma prawo twierdzić, że 2+2=5.0763. Rozumiem oczywiście retoryczny aspekt takiego stwierdzenia, jednak pomyślałem, że warto się nad nim zastanowić. Idzie mi tutaj nie tyle o nierzetelne, kurtuazyjne czy wrogie recenzje, ale o recenzje niekompetentne. Niejednokrotnie było dla mnie bowiem oczywiste, że recenzent nie jest ekspertem i to mówiąc oględnie! Zwracano też uwagę na takich recenzentów w komentarzach.

 

Problem jest oczywiście złożony. Po pierwsze niekompetencja recenzentów może wynikać z tego, że specjalizacja habilitanta jest niszowa i ekspertów jest po prostu bardzo mało, a znalezienie ich jest trudne. Po drugie, niekompetencja recenzentów to spektrum zjawisk, od kompletnej nieznajomości problematyki (jak podejrzewam, rzadkiej w postępowaniach habilitacyjnych) do znajomości powierzchownej.

 

Największy jednak problem moim zdaniem to przyzwolenie na niekompetencję recenzencką. Z jednej bowiem strony, niekompetentni recenzenci podejmują się pisania recenzji, najprawdopodobniej z pełną świadomością tego, że ich niekompetencja nie zostanie napiętnowana. Z drugiej  strony, wyznacza się niekompetentnych recenzentów, a ich recenzje są tolerowane przez rady wydziału i Centralna Komisję. I w ten sposób koło się zamyka. Recenzent może podać dowolny wynik dodawania 2+2, a w sprawie nikt palcem nie ruszy i nie chce ruszyć.

 

Jakie jest rozwiązanie problemu? Chciałoby się powiedzieć, że może dobrze by ustawowo zagwarantować wynik powyższego dodawania. Mogłyby się jednak podnieść głosy, że to ograniczanie wolności akademickiej.