Za mało popiołu

Po przerwie letniej pojawiły się nowe postępowania. W jednym z nich po dwu recenzjach negatywnych, decyzja pozytywna, a recenzje co najmniej ciekawe.

 

Trzeciemu recenzentowi nie podoba się już sam tytuł cyklu, którym habilitantka chce według niego epatować. Na dodatek recenzentowi bardzo się nie podoba ‚wysokie mniemanie’, które ma o sobie habilitantka. Aż 6 razy (recenzent chyba policzył) określa swoje badania jako nowatorskie. Jakby tego nie wystarczało, użyła też słowa ‚prekursorskie’. A wszystko to podlane ‚postmodernizmem’ w postaci narracji o wysokiej ekspresywności (co się bardzo nie podoba też recenzentowi pierwszemu). Można powiedzieć nawet, że habilitantka zepsuła recenzentowi dzień, a może i tydzień, bo nie odpuszcza: zajęła się pracą naukową dopiero 10 lat po studiach. Znikąd litości nad biednym recenzentem.

 

Również pierwszemu recenzentowi nie podoba się tytuł osiągnięcia – jego wywodów niestety nie zrozumiałem. Zaskoczyła mnie jednak teza, że nazwy własne nie należą do języka naturalnego. Od razu zacząłem się zastanawiać, do którego z języków nienaturalnych należy nazwa własna ‚Piotrek’, albo ‚Marysia’, a może i nawet nazwa ‚Kraków’ czy ‚Częstochowa’. No i jestem w kropce.

 

Nie chcę i nie potrafię się wypowiedzieć na temat dorobku habilitantki. Jedynie apeluję o to, by pisać recenzje merytoryczne!