Żartownisie

W niedawnej dyskusji tu podniesiono problem recenzji ‚kurtuazyjnych’, czy tez może recenzji, które są pozytywne wbrew tekstowi recenzji. Dyskutanci opisali je jako jeden najpoważniejszy problem polskiej habilitacji. Rzeczywiście czytałem wiele recenzji, które rozbierały dorobek habilitanta na czynniki pierwsze, jednak kończyły się konkluzją pozytywną. Rzeczywiście, tak jakby, jak napisał pfg, negatywna konkluzja była jakimś strasznym faux pas, puszczeniem bąka w towarzystwie. Ten typ recenzji wydaje się rzeczywiście najczęściej występującym typem recenzji nierzetelnej.

 

Skąd się one biorą? Dlaczego recenzenci mają opory, by napisać ‚nie’. Powodów jest najprawdopodobniej wiele. Ilość czasu włożona w habilitację, ‚układy’ (przyjacielskie, koleżeńskie, zależności), robienie na złość ‚systemowi’, a może  oczekiwanie, że publiczne zawstydzanie habilitanta wystarczy. Czy wreszcie to, że habilitant wyrwie okropnemu państwu, pracodawcy czy komuś więcej forsy, która mu się należy jak psu buda.

 

Co z tego wynika? No wynika to, o czym mówiłem wielokrotnie. Gdy czytam te recenzje, za każdym razem moje zaufanie do systemu oceny habilitanta sięga zera. Za każdym razem, gdy czytam taką recenzję, myślę, że recenzent robi sobie z habilitanta, ze mnie, z nauki żarty.