Zdziwienie recenzenta

Oto bardzo krytyczna recenzja w postępowaniu z filozofii. Mamy więc bardzo ostrą krytykę publikacji habilitanta – recenzent nie cofa się przed stwierdzeniem, że habilitant mógł zaglądnąć do encyklopedii. Nie kończy zresztą na tym. Krytykuje również samą publikację artykułów habilitanta. Po analizie jednego z nich recenzent pisze, że dziwi się ‚Przeglądowi Filozoficznemu’ (s. 3), konkluduje wreszcie, że artykuły habilitanta nie nadają sie w ogóle do publikacji (s. 5). Część tej krytyki (z odnośnikami do tych samych filozofów, których nie cytuje habilitant) powtórzona jest zresztą w pozostałych dwu recenzjach. 

 

Powinienem teraz napisać, że wreszcie rozumiem, dlaczego recenzenci czytają publikacje habilitantów – mogą przecież znaleźć publikacje bez bibliografii czy rozwiązujące problemy, których rozwiązanie można sobie  znaleźć w encyklopedii filozoficznej. Czyż to czytanie nie jest jednak równocześnie legitymizowaniem tego, o czym pisze recenzent? Recenzując ponownie publikacje habilitanta, akceptujemy to, że mogą być złe, że nie można polegać na czasopismach czy wydawnictwach. Ironia tej sytuacji polega oczywiście na tym, że to w znacznym stopniu recenzenci habilitacyjni odpowiedzialni są za to, że nie można polegać na tych czasopismach.

 

I kółko się zamyka.