Zmartwienia

W cytowanym w komentarzach do poprzedniego wpisu dokumencie brytyjskim, znalazłem fragment na temat tzw. higher doctorates, brytyjskiej wersji naszej habilitacji. Oto stosowny fragment:

 

Higher doctorates (typically the Doctor of Science, DSc or ScD and the Doctor of Letters, DLitt) are a higher level of award than the DPhil/PhD or professional or practice-based doctorates. They are normally awarded by providers to staff who have earned a high reputation for research in their field through their professional practice, which may or may not have been gained in an academic institution. (…) Individual higher education providers ‚regulations specify a limited range of titles for higher doctorates, which can be awarded (…) for a substantial body of published original research of distinction over a significant period.

 

Ten fragment w jednym akapicie opisuje to, do czego w polskiej nauce potrzebna jest ustawa i rozporządzenia. Na dodatek robi to w sposób realistyczny. Żeby otrzymać ‚higher doctorate’ nie trzeba mieć żadnego wpływu na rozwój dyscypliny. Trzeba cieszyć się reputacją badawczą oraz mieć dorobek, który ma następujące cechy. Po pierwsze dorobek publikacyjny musi być znaczny (‚substantial’), po drugie musi opierać się na oryginalnych badaniach (‚original research’), po trzecie wreszcie te badania muszą się wyrózniać (‚of distinction’). Można by dodać, że to recenzenci ocenią, co oznaczają te cechy w przypadku konkretnych osób prowadzących badania  w konkretnych tematach, działkach, pod- czy dyscyplinach.

 

Ot, habilitacja pełną gębą. Oczywiście Brytyjczykom to może starczyć, bo nie muszą się martwić za bardzo, czy recenzenci odróżnią artykuły w ‚Nature’ od artykułów w ‚Nature, Culture, and Between’.