Znajomi habilitanta

Ostatnio na forum wątek, w którym poruszono kwestię tego, czy habilitant powinien być oceniany na podstawie tego, czy jest znany w ‚swoim środowisku’. Recenzenci, podobnie jak pfg na forum, uważają, że jest to jedno z kryteriów oceny habilitanta. Chciałbym na ten temat parę słów, szczególnie że nie zgadzam się z tym, Chcę jednak mówić ogólie, a nie na temat konkretnej habilitacji.

 

Nie zgadzam się z ocenianiem habilitanta na podstawie tego, jak jest znany środowisku z kilku powodów. Po pierwsze i najogólniejsze, nie wiem, jak mierzyć ‚znanie w swoim środowisku’. Podejrzewam, że sprowadza się do tego, że to recenzenci nie znają habilitanta, a z tego z kolei nie wynika wedle mnie to, czy jest ‚znany w środowisku’. Każdy ma swoich znajomych i może habilitant ma innych niż recenzenci.

 

Po drugie, to, że habilitant nie jest znany w swym środowisku, nie oznacza, że nie jest znany. Być może jest znany tam, gdzie robią podobne badania co habilitant. A może jest znany poza Polską. Znam przynajmniej kilka osób, które są nieznane/niedoceniane przez swych polskich kolegów, choć są znane i cenione za granicą (to, nawiasem mówiąc, był zresztą argument prof. Stommy w omawianym niedawno jego artykule). Takich, o których nie słyszał nikt poza środowiskiem, jest znaaaaacznie więcej!

 

Po trzecie, habilitant może się zajmować niszą, jego badania mogą być prekursorskie, niedoceniane, ignorowane itd. itd. Inymi słowy, jest wiele powodów, dla których habilitant może nie być znany w swym środowisku, powodów, które wcale nie podważają ani habilitanta, ani jego dorobku, ani pozycji naukowej. Pomijam już to, że pojawiają się habilitacje osób pracujących za granicą, dla których polskie środowisko nie jest ich środowiskiem.

 

I wreszcie, owe krytyki, że habilitant nie jest znany, przypominają mi wspomniane już na tym blogu utyskiwanie profesorów, że habilitant jest IM nieznany. W rzeczywistości kryterium oceny polega na tym, że recenzent nie zna, nie widział, wódki się nie napił (w sensie: habilitant nie postawił), a to przecież już dyskwalifikuje. Niestety, podejrzewam, że sprowadza się ta ocena do oceny towarzysko-prywatnej, a nie, jak pisze pfg, do oceny ‚wpływu na innych’.

 

Jeśli jednak chce się oceniać wpływ habilitanta na innych, należy znaleźć metody oceny tegoż wpływu, które nie są skrajnie subiektywne. Bycie znanym recenzentom, nawet przy założeniu ich obycia w środowisku oraz dobrej woli, nie wystarcza, by powiedzieć, że habilitant jest znany czy  nieznany, nie wystarcza też, by powiedzieć, że nie ma wpływu na innych.