Zobaczyć habilitanta

Dwa słowa o plotkach/nieplotkach, które do mnie dochodzą. Otóż już kilka razy słyszałem, że na radach wydziału (słyszałem o różnych dziedzinach, raczej niescjentystycznych, choć nie tylko)  pojawiają się głosy o niechęci do głosowania ‚zaocznie’, by tak rzec. Niektórzy członkowie chcą ‚zobaczyć habilitanta’, by zagłosować nad nadaniem mu stopnia. Głosy, które dochodzą do mnie, to głosy typu: ‚Ja chcę zobaczyć habilitanta, bo chcę.’, bo mi się nie podoba nieoglądanie habilitanta.

 

Szczerze mówiąc, nie wiem tak do końca, co członek rady chce zobaczyć. Biust i nogi habilitantek? Brzuszek i łysiejące głowy habilitantów? Nerwowo wykręcane dłonie? Wypieki na twarzy? Spocone pachy, przerażenie, ukrywane irytacje, zdenerwowanie? Co jest takiego przyjemnego w tym igrzysku przewagi totalnej władzy nad kompletną bezsilnością?

 

I po raz kolejny: odrzucam całkowicie argumenty, że ‚zobaczenie habilitanta’, rozmowa, której długość mierzy się w minutach, może mieć jakiekolwiek przełożenie na dorobek, który się zbiera latami. Te argumenty odrzucam też w wypadku ‚poznawania habilitanta’ przed samą procedurą, a i o takich praktykach również słyszałem.