Życie prywatne habilitantów

W moim życiu prywatnym zachodzą zmiany i tak mnie naszło, że często myślę o habilitacjach, które komentuję, czy które znam, w oderwaniu od reszty życia habilitantów. A przecież habilitacja, choć ma wpływ na to, kim jesteśmy, zdecydowanie nie wyczerpuje naszych tożsamości, nie wypelnia naszego życia. Habilitanci, kochają (się), nienawidzą, żenią się, rozwodzą, chorują, opiekują sie innymi chorymi, mają dzieci…listę można by ciągnąć wręcz w nieskończoność. 

 

Zastanawiam się więc nad resztą kontekstów, w jakich robimy habilitację. Piszę to  bez ładu i składu, bez konkretnych celów społeczno-politycznych, ot, tak dostrzegając życie habilitantów. Życie, w którym właśnie nie jesteśmy habilitantami. Nie jest moim celem wywoływanie sympatii, współczucia, czy nawet zwracanie uwagi na to, że często habilitant ma pod górkę, bo….(niech sobie każdy wpisze, co mu w duzy zagra). Po prostu się zadumałem nad soba, Iksem, który chce spędzić życie z Ygreczką.