Zwykły mail?

Zastanawiam się ostatnio, czy tekst przyjęty do druku można zaliczyć do publikacji. Mam oczywiście maila redaktora naczelnego, który potwierdza przyjęcie do druku, jednak to taki zwykły mail. Bez stosownego zadęcia, bez formularza i zapewne innych niezwykle ważnych rzeczy, bez których postępowanie habilitacyjne, a może i pół świata, mogłoby się przecież zawalić. Artykuł nie jest oczywiście szczególnie kluczowy, jednak fajnie by go pokazać. Pokazuje on bowiem nowy kierunek badań, który chcę podjąć za chwilę. Artykuł ten urealnia ten kierunek.

 

Podejrzewam, że wpiszę ten tekst i wyślę mail razem z innymi dokumentami. Mam nadzieję, że recenzenci uznają jednak, że taki zwykły mail wystarczy. 

Paszcza

Przygotowuję do rozesłania formularze o współautorstwie. Postanowiłem za współautorów napisać, jaki był ich wkład, prosząc ich jedynie o podpisanie formularza, oczywiście dla porządku dając opcję jego zmiany. Sam wolałbym coś takiego właśnie dostać – prościej, sprawniej, łatwiej. Takie podejście pokazuje zresztą 'fasadowość' procedury. Jakoś wątpię, że będę musiał negocjować 'naturę' mojego wkładu. Nie przewiduję też wielkich problemów z jego liczbową reprezentacją.

 

I, co kluczowe, liczbowa reprezentacja wkładu ma się nijak do tego, jaki ten wkład był 'naprawdę'. Przecież to jest praktycznie niemożliwe do ustalenia. Jak zestawić ze sobą projektowanie badań, ich pomysł, pisanie artykułu, zbieranie danych, ich analizę. Przecież czasowo i intelektualnie te zajęcia są nieporównywalne. Ów 'udział procentowy' jest kompletną fikcją wymyśloną dla potrzeb CK i recenzenta, który na dodatek może z tego jakieś wnioski wyciągać.

 

Już tu pisałem o informatywności sufitu, niesłusznie. Tu raczej idzie o to, żeby wynegocjować wizję rzeczywistości, która odpowiada współautorom (szczególnie tym, którzy będą wykorzystywać publikacje w postępowaniach habilitacyjnych) i zamknie instytucjonalną paszczę Centralnej Komisji.

 

 

Stan gotowości habilitacyjnej

Zbliżam się wielkimi krokami do 'stanu gotowości habilitacyjnej'. Autoreferat jest praktycznie gotowy, podobnie jak formularz dorobkowy. Zostaje właściwie już cyzelowanie i oświadczenia współautorów. Nie przewiduję tu większych opóźnień. Zaczyna się więc dla mnie okres czujności. Jest dla mnie oczywiste, że muszę zachować anonimowość.  Nie napiszę więc, kiedy złożę papiery, nie napiszę, kiedy pojawię się na stronach CK. 

 

Osiągnięcia przymiotnikowe

Z pewnym smutkiem konstatuję dyskusję na forum poświęconą interpretacji ustawy o stopniach. Wgryzałem się w nią na początku mojego 'habilitowania się' i nie mam już siły. I choć dowiaduję się nowych rzeczy o osiągnięciach przymiotnikowych i nie, ostatecznie sprowadza się to wszystko do tego, że ustawa napisana jest niechlujnie, że otwarta jest na przeróżne interpretacje. Ofiarami tego wszystkiego będą oczywiście ludzie tacy jak ja – habilitanci. I wcale nie jest pocieszające, że ustawa zostanie doprecyzowana praktyką. Jestem  zdania, że w sprawach tak kluczowych jak kariery ludzi przepisy, szczególnie te dotyczące podstaw procedury, powinny być tak jasne, jak tylko się to da.

Moja droga

Autoreferat wydaje się całkiem niezły. Wymaga poprawek językowych, ale sama struktura i treść odpowiadają mi. To w ten sposób chcę się przedstawić recenzentom. Opowiadam im o drodze, którą przebyłem, co osiągnąłem i co to znaczy. Nie jest tak krótki, jak chciałem. Okazało się, że skrócenie go spowodowałoby ambiwalencje i niejasności. Mam więc wrażenie, że jest tak długi, jaki ma być.

 

Czy jest dobry? Nie wiem. Trudno mi już sobie go wyobrazić inaczej. Z całą pewnością jest dokładnie przemyślany. Z całą pewnością oddaje to, co chcę powiedzieć. Reszta zależy od recenentów.

 

Teraz muszę nanieść poprawki i znów zostawię na parę dni, żeby się odleżał. Następna wersja będzie tą ostateczną.

Dziękuję

Bardzo dziękuję za miłe słowa. Już kiedyś pisałem, że zaskakuje mnie poziom czytelnictwa tego blogu. Gdy zaczynałem, nie miałem oczekiwań (szczerze powiedziawszy, nie wiedziałem, że będę widział ilość odsłon). Gdybym jednak to miał wtedy określić, to raczej oczekiwałbym kilku czy kilkunastu wejść tygodniowo. Jest ich znacznie więcej. Zaskakująco więcej. Baaaaaardzo mnie to cieszy. Jest to fantastyczne. A tych kilka czy kilkanaście wyrazów wsparcia i sympatii są szczególnie zaskakujące i miłe. Bardzo się też cieszę, że mój blog może służyć jako wskazówki dla innych.

 

Wszystkim Wam/Państwu dziękuję, że towarzyszycie mi w tej drodze.

 

 

Nicnierobienie

Siedzę na leżaku w cieniu (wyjechaliśmy na 3 dni poza miasto). Jest pięknie. Czytam gazety i oglądam na Olimpiadę. Nicnierobienie przez chwilę jest niezwykle atrakcyjne. Myśl o tym, że powinienem zaglądnąć do autoreferatu jest natrętna, ale na razie udaje mi sie ją odgonić.Może wieczorem przed butelką wina….

 

Leżałem dzisiaj i myślałem sobie o tym, że przyszłe wakacje będą już zupełnie inne. Mam nadzieję, że będę po habilitacji (pewnie niedługo po, ale zawsze) i będę mógł się zrelaksować. Marzę o tym, żeby to cholerstwo zakończyć już, ba, marzę też o tym, by to już zacząć. Ale to już niedługo. Myślę, że w ciągu miesiąca będę gotowy.